Wieża Śmierci
WSTĘP
Był wieczór. Karawana poruszała się dosyć wolno. Było to pięć wozów zakrytych płachtami. Wokół korowodu krążyło kilku zbrojnych. Jedna z postaci wyglądała jak kobieta. Jej sylwetka była rozmyta z powodu panującego półmroku. Strach, którego odór unosił się w powietrzu potęgowała jeszcze nazwa tego miejsca “Szlak kościotrupów”. Było to miejsce, w którym zbierały się wszystkie plugastwa „świata ciemności”. Każdy, kto zatrzymywał się choćby na krótki popas w tym miejscu, rzadko pozostawał przy życiu. Szlak bardzo zarósł, bo choć była to najkrótsza droga do Vetteburga to jednak przerażała ilością ludzi, którzy stracili na niej swoje życie. Podróżni woleli nadłożyć drogi niż ryzykować.
ROZDZIAŁ I
Powiało lodowatym wiatrem z północy. Nie wróżyło to nic dobrego. Gandalfa przeszły ciarki po plecach. Wiedział, że zanosi się na kłopoty. Odwrócił się i spojrzał na Jarosa. Mag pokiwał tylko głową na znak potwierdzenia obaw, które nurtowały trubadura.
– Xantia, Eryk – zawołał lekko podniesionym głosem – podjedźcie tutaj.
– Dlaczego tak krzyczysz?- wybełkotał niechlujnie Eryk – nie jesteśmy głusi.
– Zawrzyj ryj opoju! – zirytował się Gandalf – Posłuchajcie! Razem z Jarosem wyczuliśmy nadchodzące zło. Miecze miejcie w pogotowiu. Niebawem jakieś gówniane monstrum może wyskoczyć z krzaków. Przekażcie to innym.
– Czy to stwory zamczyska? – zapytał a Xantia
– Prawdopodobnie tak – odpowiedział poeta
Karawana poruszała się ospale, ale grupa uzbrojonych jeźdźców stanowiąca jej ochronę jechała czujnie. Mijały godziny. Zaczęli się zastanawiać czy zagrożenie minęło. Coś poruszyło się w zaroślach. Zapaliły się ogniste ślepia.
– Formować krąg – wrzeszczał Gandalf do powożących
– Co to za plugastwo? – zawodził spanikowany Eryk
– Nie wiem? Nie będę pytał go o imię!!! - odpowiedział z przekąsem Gandalf
– Miecze w dłoń! - Krzyknęła rozkazująco Xantia - to nie czas na pogaduszki.
Z gąszczu wyłoniła się paszcza uzbrojona w długie kły. Stworzenie to było wielkości średniej krowy. Miało czarną sierść, wielkie czerwono-krwiste oczy. Podobne było do wilka, ale było od niego o wiele większe.
-To WARG!!! - krzyknął Jaros
Warg wyskoczył na środek drogi i zaczął przeraźliwie wyć i warczeć. Nie atakował, ale też nie pozwalał iść dalej. Wielkie zdziwienie ogarnęło Jarosa. Wiedział, bowiem, że Wargi tak jak wilki atakują watahami. Nagle oświeciło go.
– Nie atakujcie go - powiedział - To samica.
– To, co z tego? - zakpił Eryk - Przez to, że to baba mam dać się pożreć?
– Nie oto chodzi idioto - skontrował Jaros - Ona broni swojego terytorium. Prawdopodobnie chroni swoje młode.
– To, co mamy robić? - zapytał, Gandalf co chwilę zerkając na zwierzę.
Mag jakby się zamyślił. Na jego czole pojawiły się zmarszczki. Oznaczało to, że intensywnie zastanawia się, co zrobić.
– Wiem! -powiedział - Mam pewien eliksir, którego opary powodują senność i otępienie.
– A czy to na pewno zadziała? - z niedowierzaniem zapytał Gandalf
– Szczerze powiem, że nie wiem! Nigdy nie próbowałem go używać na takich stworzeniach.
– Niech będzie! Próbuj! - zgodził się.
Czarownik wyciągnął z torby małą buteleczkę, otworzył ją i rzucił Wargowi pod nogi. Z flakonu uniósł się czerwono-fioletowy dym, który otoczył warga. Wyglądało to jakby dym zaciskał pierścień wokół zwierzęcia. Po pewnym czasie opary zaczęły się rozrzedzać. Gdy całkowicie znikły Warg słaniał się. Po chwili upadł na ziemię i zasnął.
– Zejdźcie z koni - wycedził czarownik - Trzeba znaleźć jej legowisko.
Ruszyli w gąszcz traw i krzaków. Szukanie nie trwało zbyt długo. Znaleziono troje szczeniąt, które był ukryte w jamie skalnej.
– Przynieście tu ich matkę. Tylko ostrożnie. - krzyczał Jaros - To nie worek ziemniaków.
Matkę szczeniąt położono przy młodych.
– Wynośmy się z stąd - wrzasnął czarownik - Zaraz wróci samiec.
Z lasu wyszli szybciej niż weszli. W pośpiechu wsiedli na konie i ruszyli w drogę. Przez całą noc nic już się nie wydarzyło. Nad ranem ujrzeli bramę miasta Vetteburg. Brama jednak była zamknięta, a przed nią stało dwóch halabardników.
– W jakim celu! - burknął wartownik.
– To my kmieciu! - z równą jemu ogładą odpowiedział jeden z kupców - Nie poznajesz nas.
– Proszę o wybaczenie panie Nedlit - zaczął tłumaczyć się cieć - wzmorzono ochronę. Wiecie, dlaczego…
Kupiec doskonale wiedział. Był już w podeszłym wieku i doskonale pamiętał wydarzenia z przed dwudziestu lat.