Przejdź do treści

Pieniądze

– Zdrowie drużyny Lukyona – zakrzyknął rosły jegomość w starej, zużytej zbroi skórzanej, wznosząc kolejny kufel piwa – Niech sława naszych wybawców rośnie a kiesy same zapełniają się denarami.

* * *

Droga do domu wójta prowadziła przez prawie pół miasteczka. Szli powoli, szukając cienia, gdyż letnie popołudnia bywały tu wyjątkowo nieprzyjemne, zwłaszcza dla uzbrojonych gości. Co jakiś czas drogę przebiegały im skąpo ubrane dziewki, które także chciały pogratulować wybawcom. Przy żadnej nie zatrzymywali się jednak na dłużej, mimo najszczerszych chęci wójta Dreviny. W końcu wśród zaniedbanych i sprawiających niemiły oczom widok domów, pojawił się także większy, bogatszy i co najważniejsze – zadbany dom wójta.

***

Powrót do gospody nie był już tak uciążliwy. Szli zadowoleni z siebie i z otrzymanych pieniędzy. Rozprawa z grasującymi od niedawne półorkami napadającymi na karawany nie była trudna. Ot kolejna zgraja łobuzów, która wyrwawszy się z domu chciała szybko zarobić i dorównać starszym wojownikom – zbójom na wysoką skalę. Poza tym profesja taka była całkowicie akceptowana w środowisku tych potomków ludzi i barbarzyńskich plemion orków.

***

***

Gdy wrócili do karczmy słońce zaczynało przybierać już barwę pomarańczową. Tłumy jeszcze parę godzin temu biesiadujące tutaj opuściły przybytek pozostawiając za sobą bród, smród i rozlane piwo. Nie przeszkadzało to widocznie kilku pozostałym gościom sennie sączącym piwo przy cudem ocalałym stolikach. Barman starający się choć po części doprowadzić tawernę do stanu przed ucztą, powitał ich od progu:

***

***

***

Na stoliku stały dwie butelki. Jedna pusta a druga prawie pusta. Przy stoliku dwie osoby: Ona smukła blond-piękność w starej czerwonej sukience. On niski brunet w zdobionej zbroi skórzanej o cwaniaczkowatym wyrazie twarzy obejmujący ją i obmacujący. Oboje wtuleni w siebie.

***

Dnia następnego na porannym śniadaniu z trójki przyjaciół brakowało jednego – tego najmłodszego. Dla Lukyona i Wallmira nie było to rzeczą nazbyt dziwną – biedak poszedł wczoraj późno spać.