wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Ballada Jaskra

     Ślubując Pani serca swego 
     raz rycerz a raz kupiec 
     dosiadał czterokopytnego 
     by z domu szybko uciec 

     A trzeba wiedzieć , że w tych czasach 
     wędrówki trwały długo 
     i był samotny rycerz każdy 
     choć w podróż szedł ze sługą 

     W głębokim borze przy rozstaju 
     czepiona do powroza 
     tak zimnym grudniem jak i w maju 
     spokojna stała koza 

     Tak zacny człowiek, honorowy 
     gdy na tę podróż przystał 
     to widząc kozę na rozstaju 
     z jej wdzięków rad korzystał 

     A koza owa w starym kraju 
     szeroko znaną była 
     wszak z kozą, taką brać rycerska, 
     obcując, nie grzeszyła 

     I słowa nie łamała 
     i paniom serca wiernie 
     rycerska brać służyła, 
     a koza trwała biernie 

     Niejeden możny wójt czy vlad 
     zmęczony mil ilością 
     przystanął, rączo z konia zsiadł 
     i witał ją z radością 

     Lecz raz gdy ktoś stęskniony wielce 
     przystąpić chciał do dzieła 
     zobaczył powróz, palik stał 
     lecz koza gdzieś zniknęła 

     Oburzon wielce dobył miecza 
     i ścieląc złe spojrzenia 
     ukarać zaraz chciał bluźniercę 
     za zabór społecznego mienia 

     Ale wokoło szumiał bór 
     i ryczał ranny łoś 
     wędrowcom ostał jeno sznur 
     oraz ogromna złość 

     A że to chwilę dobrą trwało 
     gdy się rozglądał wkoło 
     rycerzy wielu się zebrało 
     Nie było im wesoło 

     Tak ustalili zatem wraz 
     nadwerężając gardła 
     gadzinę jakąś wypluł las 
     co kozę im pożarła 

     A wie to przecież nawet kiep, 
     że jeśli to gadzina 
     nic nie poradzi żaden człek 
     trza wołać tu wiedźmina 

     Tak przybył wiedźmin na wezwanie 
     obejrzał miejsce kaźni 
     w niebo popatrzył, westchnął ciężko 
     i sprawę im objaśnił 

     Nie czuję żadnej magii tu 
     Nie było tu potwora 
     To jakiś zwykły, podły, żul 
     wpakował ją do wora 

     Teraz zapewne gdzieś ostrożnie, 
     po cichu w jakiejś karczmie, 
     obraca wolno ją na rożnie 
     -tak wiedźmin do nich warknie 

     Po czym zapłatę srebrem wziął 
     bo nie chciał niespodzianek 
     i ostrogami konia spiął 
     odchodząc w chłodny ranek 

     Każdy wyruszył w swoją stronę 
     i jadąc wciąż wzdychali 
     a widząc palik i powrozek 
     łzę szczerą upuszczali 

     Bandytę zaś przeklęli w głos 
     i pewnie w jakiejś chwili 
     spotkał go wreszcie taki los 
     jakiego mu życzyli 

     

     Gdy już dokonasz swoich dni 
     i zlegniesz gdzieś pod brzozą 
     Ci którzy przejdą wskażą mi 
     Bandytąś był czy kozą ? 

     A we mnie blado tli się myśl, 
     rozumiesz, mam nadzieję 
     lepiej już w życiu kozą być 
     niż żulem i złodziejem.


copyright 2003-2020 brylka