Przejdź do treści

Myszy 2

Sznur mocno wżynał się Kayleigh’owi w ręce, dodatkową niedogodnością był fakt, że drugi jego koniec przymocowany był do biegnącego ze sporą szybkością konia. Z tego co mógł zobaczyć, w podobnej sytuacji znajdował się Reef. A pomyśleć, że jeszcze kilka minut temu, obaj ucieszyli się na wieść, że dowódca patrolu który ich pojmał zdecydował się na zabranie ich do obozu, zamiast na powieszenie na miejscu. Publiczne egzekucje miały ponoć zbawienny wpływ na morale wojska.
Kiedy po, zdecydowanie zbyt długiej i odbywającej się w niezbyt komfortowy sposób, podróży dotarli do celu, którym okazał się obóz małego, złożonego z kilkudziesięciu konnych, podjazdu, rzucono ich brutalnie na ziemie. Okolica nie przedstawiała się zbyt interesująco, poza lasem, a właściwie paru dziesięcioma drzewami które w jakiś niewytłumaczalny sposób znalazły się pośrodku otaczającej ich wielkiej równiny, krajobraz urozmaicało jedynie kilka niedalekich wzgórz. Nie dane im jednak było delektować się widokami, bo wkrótce w pobliżu zjawił się dowódca podjazdu. Kayleigh nie musiał znać nilfgaardzkich stopni wojskowych, żeby rozpoznać w nim sierżanta. Tak jak większość przedstawicieli tej szarży, charakteryzował się on byczym karkiem, wyrazem twarzy godnym żeliwnego pieca i, chociaż niestety nie można się było o tym naocznie przekonać, mysim mózgiem.