Przejdź do treści

Ofiara

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, żył sobie mały smutny chłopczyk. Mały smutny chłopczyk nie miał rodziców i dwóch przednich zębów. Rówieśnicy żartowali sobie z naszego chłopczyka, któremu prócz rodziców i obu jedynek brakowało też bardzo przyjaciół. Na domiar złego…

Uwaga: przez wzgląd na łagodne, banalnie infantylne wręcz treści, opowiadanie poniższe zaleca się czytać tuż przed snem. Optymalnie byłoby gdybyście czytali to również swoim własnym dzieciom w tej niepowtarzalnej chwili jedności rodzinnej.
Ta zabawna historyjka to zaledwie początek programu pilotażowego nowej serii bajek dla współczesnych dzieci, odpowiedź na niezmiernie szybko zmieniające sie potrzeby społeczeństwa, wrażliwość jego jednostek i prośbę przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego. Jeśli zainteresuje się nim (pilotażowym programem, znaczy się) Ministerstwo Edukacji, w czym możecie mi wydatnie pomóc, jeśli łaska, mam ambicję i nadzieję trafić pod strzechy choćby jako prezent gwiazdkowy dla ukochanych pociech. Tymczasem jednak cieszcie się tą niewinną opowiastką. Życzę niezapomnianych wrażeń i oby wasze sny były tak barwne jak krew z poderżniętego gardła pawia plamiąca kunsztowną kolorystykę jego cudownych aksamitnych piór.

uniżony autor

On the floating, shipless oceans
I did all my best to smile
till your singing eyes and fingers
drew me loving into your eyes.
And you sang “Sail to me, sail to me;
Let me enfold you.”
Here I am, here I am waiting to hold you.
Did I dream you dreamed about me?

Song to the siren, This Mortal Coil

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, żył sobie mały smutny chłopczyk. Mały smutny chłopczyk nie miał rodziców i dwóch przednich zębów. Rówieśnicy żartowali sobie z naszego chłopczyka, któremu prócz rodziców i obu jedynek brakowało też bardzo przyjaciół. Na domiar złego, małego smutnego chłopczyka przygarnęli bardzo, bardzo źli duzi ludzie: dzięki patologicznej atmosferze w jakiej przyszło mu dorosnąć, do końca życia miał zarabiać na chleb zabijaniem jako wiedźmin. Niewiele doprawdy się od tamtego czasu zmieniło. Mały smutny chłopczyk stał się dużym, smutnym mężczyzną, ten z kolei - dużym, jeszcze smutniejszym pełnoprawnym wiedźminem. Wiedźmin zaś wciąż paskudnie się uśmiechał, może to przez brak zębów przednich, a może po prostu powodów do śmiechu. Wciąż też, niestety, nikt go nie chciał.
Ani jednej, jedynej bratniej duszy dla naszego smutnego wiedźminka. Ale to akurat się zmieni, prawda, chłopczyku? No, dididududa, uśmiechnijże się dla nas zatem, o tak, właśnie tak…pokaż nam zęby w cudownym, promiennym uśmiechu…

* * *

Zdecydowana większość dwunożnych nie lubi soli. Morze jest miłe, ale ta jego sól… Szczypie w oczy, zostawia nieprzyjemny posmak w ustach. Ciepła woda z solą powoduje natychmiastowe wymioty. A ja tam zawsze ją lubiłam. I wiecie co? Syrenom chlorek potasu smakuje jak wam najlepsze kalifornijskie wino. Mam ochotę po nim śpiewać. A ten który mi odśpiewa…jeśli bedzie wytrwały może mnie mieć na zawsze.

* * *

* * *

* * *

Rozwalone łóżko z narzutą w postaci wyleniałej skóry. Dwa nędzne posiłki dziennie: ryby. I zapłata namacalna jak oaza na pustyni. Cóż. Jakie życie, takie warunki. Przynajmniej morze jest blisko. I tego się trzeba trzymać.
Od kiedy ją spotkał to szum fal był ich jedynym świadkiem. I obietnicą, zapowiedzią czegoś lepszego…lepszego życia? Nie, nie czas na to teraz.- pomyślał - w końcu jestem tu zawodowo. Podsumujmy to wszystko. Dziewięć zgonów do tej pory, od trzech tygodni średnio po trzy każdej niedzieli. A dziś mamy piątkowy wieczór. Czy są jacyś podejrzani? Tak, wilkołaki, wampiry, mantikory, zombi, o podstępnym bazyliszku nie wspominając.
Rozumiem… ale czy są jacyś prawdopodobni sprawcy? Jakiś psychopata włóczący się po okolicach? Czy były jakieś groźby? Ach, a więc jednak? Tak, mówcie dalej, wójcie…Pustelnik, powiadacie, dawny najemnik z oddziałów specjalnego przeznaczenia straszył dzieci? Och, tak, po tylu okrucieństwach można zwariować, nie wykluczałbym tego. Słucham? Tak, oczywiście. Porozmawiam z nim.

* * *

Wiklinowa chatka pachnąca ziołami i wilgocią. Pukam w prowizoryczne drzwi. I odruchowo wstrzymuję oddech. Przez chwilę cisza (poza pohukiwaniem sowy). Potem więcej ciszy, a na jej końcu ledwo słyszalny szelest. Gdy drzwi się otwierają widzę mężczyznę mojego wzrostu. Patrzę dłuższy moment na jego potężny zarost i dzikie, kocie oczy taksujące mnie od stóp do głów. Zanim pada pierwsze słowo: kolejny hipnotyczny krzyk sowy. Już noc?

* * *

Wiedźminek! Pokraka… brudas… szczerbaty odmieniec…

* * *

Brodacz uśmiechnął się posępnie. Od tych trzydziestu minut jak tu siedzimy i rozmawiamy ten uśmiech nie schodzi mu chyba z ust. Cóż go tak bawi?

* * *

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żył sobie…nie miał…brakowało mu…samotność…strach…kpiny…chodź tu brudasie…dawno temu czy teraz…za siedmioma górami czy w każdej rzece…wszędzie Cię znajdziemy…raz, dwa, trzy…kryjesz ty…zostawcie mnie …precz…ukryję się…ukryję się w morzu…

* * *

* * *

Pustelniczy wikt: jagody, ryba, jakieś delikatne mięso o dziwnym smaku i bimber. Niezwykła kombinacja. Ale niezwykła w pozytywny sposób. Dawno nic mi tak nie smakowało. Dawno nigdzie nie czułem się tak dobrze. Dawno z nikim nie rozmawiało mi się tak wspaniale…No, może tylko…Ale to co innego. Ona jest wyjątkowa.

* * *

Michaś zagryzł wargi do bólu. Byle tylko nie rozbeczeć się. Byle tylko…Znów nie mógł wytrzymać w domu. Szlajał się po ukochanym lesie, a szum wiatru w gałęziach i pohukiwanie sowy roztapiało jego myśli, dawało przyjemne otępienie. Dziś, tak jak to miał w swoim zwyczaju chciał ominąć chatkę pustelnika. Coś jednak przykuło jego uwagę. Z chatki wyraźnie dobiegały przytłumione krzyki i odgłosy zażartej walki. Ostrożnie podbiegł do okna i zajrzał.
Wiedźmin klęczał na podłodze wyjąc z bólu. Pustelnik zaś pochylał się nad nim, jego dłoń trzymająca w ciasnym zatrzasku prawą rękę wiedźmina.

* * *

* * *

* * *

Piasek pod palcami wymywany przez morze. Tak jakbym się zapadał. Cudowne uczucie. Po prostu cudowne. Szum fal jest inwokacją. Jedyną jakiej mi potrzeba. Nie potrzebuję już zmian. Odradzania się w innych. To za proste.
Wiem, że to rozumiesz, robię to przecież dla ciebie. To, że kazałem mu odejść było ofiarą. Przeszkadzałby nam. Poza tym on jeszcze ma wybór. Ale wiesz co? Mój brak wyboru jest doskonały.
Zaśpiewaj dziś dla mnie, syreno. A ja odśpiewam ci całym sobą. Pochylam się nad zielonkawą tonią i w swoim odbiciu widzę Ciebie. Tym razem nie opuścisz mnie, prawda? Kocham cię. Dzięki tobie nie czuję się już samotny.
Patrz, myślisz, że polubiłabyś mojego przyjaciela? Będzie nam dobrze w trójkę, jak myślisz? Nie dałem rady przynieść całego, ale mam choć jego głowę. Widzisz te rude plamki wirujące w prawej tęczówce? Cudowny widok.
Szum fal, ich chłód obmywający moje nogi. I Twój śpiew, coraz bardziej słyszalny wśród ryku nadciągającego sztormu, który zmyje ze mnie całe zeszłe życie.
I tego się trzeba trzymać.

„Were you here when I was full sail?
Now my foolish boat is leaning, broken lovelorn on your rocks.
For you sang, ”Touch me not, touch me not, come back tomorrow.„
Oh my heart, oh my heart shies from the sorrow.
I’m as puzzled as a newborn child.
I’m as riddled as the tide.
Should I stand amid the breakers?
Or shall I lie with death my bride?
Hear me sing: ”Swim to me, swim to me, let me enfold you.„
”Here I am. Here I am, waiting to hold you.„

**************************************************************

A teraz już spać, dziatwa. Śpiewać nie umiem, to drewniane ucho trochę przeszkadza…więc na ‘Aaa, kotki dwa…’ nawet nie liczcie.
Zamiast tego pomyślcie jak to dobrze, że wy macie obie jedynki, kochających rodziców i możecie spać w wygodnym łóżku. Czy już widzę uśmiech na waszych twarzach? Bardzo, bardzo grzeczne dzieci. Dididududa. No chyba, że właśnie zamiast się uśmiechać, zgrzytacie zębami, bo śpicie na rozwalającym się łóżku i do higieny macie stosunek wybitnie obojętny, tym bardziej, że i zęby niezupełnie w komplecie… Nie wspominając o gnębiących was kolegach szkolnych. Cóż, w takim wypadku… zapraszam nad morze… Geraltowi się tu bardzo podobało. Prawda, Geralt? A tego dzieciaka coś go odesłał w wielkopańskim geście i tak znajdę. Pokażę mu morze jakiego jeszcze nie widział. Dobranoc zatem. Pewnie się jeszcze spotkamy, dziatwa…