wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Brzoza

Wykonał ręką gest i wymamrotał coś pod nosem. Mlasnęło coś tak jakby na ziemię spadał mokry placek. Kobieta natychmiast zamilkła. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Chciała przyłożyć druidowi jednak ten wyciągnął jeszcze raz rękę i stanęła w miejscu. 

- Geralt? 
     - Co! 
     - Nic, chciałem sprawdzić czy idziesz przede mną, cholera, ciemność taka że… 
     - Zamknij już mordę Jaskier! 
     - Dobra, dobra, myślisz, że każdy widzi w nocy tak jak ty. W ogóle nie zwracasz uwagi na to, że… 
     - Jaskier! 
     Bard zamilkłby w tym momencie nawet gdyby wiedźmin mu nie przerwał. Przed nimi jarzyło się jakieś delikatne światełko. 
     - Tego szukaliśmy – rzekł Geralt 
     - Może w końcu powiesz mi co to takiego? Ciągniesz mnie przez te chaszcze pół nocy, wrzeszczysz po mnie i nie pozwalasz mi nic powiedzieć, a przecież dzisiaj święto, przecież trzeba się bawić, przecież co najmniej setka dziewek czeka we wsi na mój śpiew. 
     - Przecież nie kazałem ci za mną łazić 
     - Tak, nie kazałeś. Ale twoje towarzystwo zapewnia mi bezpieczeństwo. Przecież wiesz, że kowal najchętniej skręciłby mi kark i tylko twoja osoba go przed tym powstrzymuje. Powiedz w końcu, co to jest? 
     - Kwiat paproci 
     - Ładny, ale nie powiesz mi chyba, że przyszliśmy tutaj, aby go podziwiać. 
     - Nie. Już chyba zapomniałeś, po co jedziemy do Borhuan. 
     - Żeby oduroczyć księżniczkę. 
     - Wyobraź sobie stary przyjacielu, że tak zaklęte księżniczki, jak to jest w przypadku naszej Evitki, można oduroczyć na dwa sposoby. Po dobroci albo po złości. Najpierw spróbujemy po dobroci. A do tego jest nam potrzebny eliksir przyrządzony w blasku bijącym od kwiatu paproci, który kwitnie tylko w jedną, najkrótszą noc w roku. 
     - Dzięki ci, o mędrcze za pełne wyjaśnienie. Cały czas się głowiłem, w jaki sposób odczynia się urok zamieniający człowieka w drzewo. A jak metoda „po dobroci” ci nie wyjdzie? 
     - Nie chcę próbować tej drugiej 
     - A czemuż to? 
     - Bo do tej drugiej potrzebny jest ogień. 
     - Masz jeszcze odrobinkę rozumu w tej swojej białej głowie, przyjacielu. Jak byś przypiekł Evitkę, żywym ogniem to książęcy kaci mieliby robotę. 
     - Dlatego nie mam zamiaru próbować innej metody niż ta. A teraz zamknij się już, bo muszę przygotować eliksir. 
     Jaskier cicho zaklął, zamilkł jednak i w ciszy patrzył na działania wiedźmina. 
     

     * 

     - Mówię wam panowie, że trzeba wziąć topór i zrąbać brzózkę, to odczyni urok! – Zawołał ponury, krasnolud opierając rękę na trzonku wspomnianego narzędzia. 
     - Co wy też mówicie mości krasnoludzie, toż tedy zabijecie biedaczkę – zaprotestował najstarszy ze stojących opodal druidów. 
     - Wam, drzewne dziady, szkoda nawet wesz rozgnieść! – Krasnolud nie dawał za wygraną – na ogłoszeniu stało, że kto księżniczkę odczyni pięćset koron dostanie. Dlatego ja chcę spróbować i one dostać! 
     - Nie wrzeszcz mi tutaj krasnoludzie, bo karzę grzbiet obić! – odezwał się dowódca straży strzegącej dostępu do stojącej samotnie na rynku w Borhuan brzózki. – Na ogłoszeniu stoi, że księżniczce krzywda ma się nie stać. Jeśli cokolwiek się jej stanie, to spadnie nie tylko twój nikczemny łeb. Mnie również z życiem będzie bieda ujść. 
     - Tu trzeba użyć zaklęcia – odezwał się po chwili druid – potężnego zaklęcia. Nasze czary nie działają. 
     - Bo i cóż to za czary – odezwała się stojąca nieopodal przekupka handlująca suszonymi owocami – słyszał kto, żeby druid umiał czarować? Jam nie słyszała! 
     - Zamilknij kobieto! – Oburzył się druid – nasze czary są naprawdę potężne, ale tutaj w mieście tracą one nieco na mocy. 
     - Patrzcie go zamilknąć mi karze, dziad jeden! 
     - Widzisz, druidzie – odezwał się krasnolud – jakbyś czarować umiał, to byś jej zawarł gębę. 
     - Nie chciałem tego robić, przemoc nie leży w mej naturze. 
     - Co? Ty byś mnie chciał uciszyć? – Kobieta podparła się pod boki. Była prawie o głowę większa od druida i o trzy głowy od krasnoluda 
     - Jak już powiedziałem nie chciałem tego robić, ale widzę, że przyda ci się nauczka. Nabierzesz trochę szacunku. 
     Wykonał ręką gest i wymamrotał coś pod nosem. Mlasnęło coś tak jakby na ziemię spadał mokry placek. Kobieta natychmiast zamilkła. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Chciała przyłożyć druidowi jednak ten wyciągnął jeszcze raz rękę i stanęła w miejscu. 
     - A niech mnie - zawołał dowódca straży – jakże by mi się takie zaklęcie przydało w domu. Miałbym spokój z moją starą. Ona zaczęłaby te swoje tratatata ja cyk i baba siedzi cicho. Ale by mi się przydało. 
     - Aby czarować trzeba być obdarzonym mocą – odparł druid 
     - Skoro jesteś obdarzony, jakeś rzekł mocą to, czemu nie odczynisz księżniczki? 
     - Już mówiłem, że na nią został rzucony potężny czar. I tylko potężny czarodziej byłby w stanie go odczynić. 
     - I na co było księciu, wyganiać czarodziejów z prowincji? Teraz ma za swoje. Jakby ich nie wygonił to miałby mu córkę kto odczynić. Zresztą jakby ich nie wygonił to pewnie Evitka ciągle była by dziewczęciem. 
     - Nie pozwalam źle się wypowiadać o moim panu – strażnik wymownie położył dłoń na głowni miecza. 
     - Dobra, dobra – krasnolud pojednawczo podniósł ręce – moje zdanie jest takie, że trza wziąć topór i ściąć brzózkę a wtedy będziecie się cieszyć znowu waszą księżniczką.
     

     * 

     Kiedy Geralt z Jaskrem wchodzili na rynek zastali tam dość spory tłumek mieszczan. Wiadomość, że do Borhuan przybył wiedźmin zelektryzowała ich nieco. Wprawdzie do odczyniania księżniczki prawie co dzień ustawiała się kolejka chętnych, jednak wiedźmin przybył po raz pierwszy. Kupcy handlujący na rynku wcale nie chcieli, aby komuś się ta sztuka udała. Ich obroty od kilku miesięcy biły rekordy. Nawet z daleka, przybywali podróżni, aby chociaż popatrzeć na księżniczkę, zaklętą w brzózkę. Jaskier uśmiechał się szeroko do wszystkich dziewcząt. Oczywiście jego pieśni były znane w Borhuan. Imię Geralt z Rivii również, nie wszystkim było obce. Po mieście krążyły legendy o czynach owego wiedźmina. A teraz bard i wiedźmin razem wkraczali na rynek. Może i nawet ktoś chciał w tym momencie odczyniać urok, jednak cofnął się dyskretnie ustępując pola przybyłym. 
     - Ktoście? – zapytał surowo strażnik, kiedy się zbliżyli 
     - Nazywam się Geralt i chcę spróbować odczarować waszą księżniczkę. 
     - A je jestem Jaskier, szeroko znany w świecie poeta i śpiewak, o którym zapewne słyszałeś. 
     - Słyszał ja i o jednym i o drugim. Jakie gwarancje dajecie panie Geralt, że nasza księżniczka wyjdzie bez szwanku z twych poczynań. 
     - A jakie gwarancje chcecie otrzymać? Daję moją głowę. 
     - Wasza głowa, panie, nie jest dla mnie wystarczającą gwarancją. Bo i cóż mi po niej, skoro mojej nie zachowam. 
     - Czego więc żądasz? 
     - Jego głowy, razem z twoją. Wiem, że ryzykując obok swojej głowę przyjaciela, będziesz bardziej ostrożny. 
     - Dobra – bez namysłu odparł Geralt 
     - Co?! – Jaskier aż podskoczył – nie zgadzam się! 
     - Ty tutaj nie masz nic do zgadzania, poeto, w dyby go! 
     Na rozkaz, dowódcy kilka silnych dłoni złapało Jaskra i zawlekło go do stojących nieopodal dyb. 
     - Zostawcie mnie, psie syny! – Wrzeszczał poeta – zostawcie, bo narazicie się na mój gniew! Geraaaaaaalt! 
     Wiedźmin wydawał się jednak głuchy na jego wołania. 
     - Jeszcze jedno – rzekł dowódca straży kładąc rękę na ramieniu Geralta – miecz także tutaj zostawisz. 
     Geralt zrobił krok do tyłu i wyciągnął miecz tak szybko, że strażnicy i stojący opodal mieszczanie jęknęli cicho. 
     - Opiekuj się nim dobrze. 
     - Geralt! – nie przestawał krzyczeć bard – jak mi spadnie choć włosek z głowy to koniec z przyjaźnią, koniec słyszysz? 
     Wiedźmin jednak nadal nie zwracał na niego uwagi. Wziął głęboki oddech i zbliżył się do brzózki. 
     Że też, cholera, tak bardzo potrzeba nam pieniędzy, pomyślał. Moje życie, cóż, po to jest, aby nim ryzykować. Ale życie Jaskra? Cóż przecież te pieniądze są także dla niego. Brzózka nie była wysoka. Jej pień można było objąć dłońmi. Geralt zrobił kółko delikatnie dotykając kory. Jego medalion zadrgał gwałtownie. Tak, pomyślał, czar jest mocny. Wsadził rękę do kieszeni kurtki. Wyciągnął flakonik. Od razu otoczył go bardzo intensywny zapach w którym można było znaleźć nutę piżma, anyżu i lawendy. Nie był wcale pewien czy eliksir pomoże. Niechby tylko nie zaszkodził, pomyślał. Wolę już używać miecza. Wtedy przynajmniej reguły są proste. I łatwo przewidzieć wynik. Albo ja, albo stwór. A tutaj? Nie wiem jak się to wszystko skończy. Przechylił flakonik i nalał kilka kropel na korę. Gałązki brzózki wygięły się tak jakby zaatakował je mocny wiatr. Poza tym nic się nie stało. Nalał jeszcze kilka kropel. Brzózka zareagowała jeszcze gwałtowniej. Strażnicy sięgnęli po broń. Geralt podniósł do góry dłoń w uspakajającym geście. Sam jednak denerwował się coraz bardziej. Postanowił zaryzykować. Wylał na korę całą zawartość flakonika. Brzózka zaczęła szaleć. Nie tylko brzózka. Pogoda nad miastem również. Nagle zerwał się bardzo silny wiatr. Nad rynkiem utworzyła się potężna czarna chmura. Minęło zaledwie kilka chwil i z owej chmury poczęły bić gromy. Wszyscy stojący w pobliżu padli na bruk. Jedynie Jaskier zakuty w dyby nie był się w stanie ruszyć. Wydzierał się jednak w niebogłosy. Geralt przywarł do drzewa obejmując je mocno. Wiedział, że musi złapać w objęcia księżniczkę w momencie jak czar ustąpi. Pogoda szalała. Jaskier wrzeszczał. Geralt zamknął oczy. Czuł, że zaraz coś się stanie. Nie był jednak w stanie powiedzieć co. Kątem oka szukał swojego miecza. Gdyby sprawy przybrały zły obrót plan „b” zakładał oswobodzenie Jaskra i ucieczkę. Miecz był do tego niezbędny. Szaleństwo na rynku jednak przybierało coraz to bardziej katastrofalny obrót. Kramy zaczęły się przewracać rozrzucając po bruku wszelki, wyłożony na nich towar. Jaskier już nie był w stanie przekrzyczeć nawałnicy. I nagle wszystko ucichło. W jednej chwili. Strażnicy zerwali się na równe nogi. Geralt otworzył oczy i zobaczył w swoich ramionach… młodego chłopaka. 
     

     * 

     - Ha, ha, ha, - zaśmiał się Jaskier popijając piwo – mówię wam, moi mili. Aby zobaczyć te wszystkie gęby warto było dać zakuć się w dyby. Wszyscy spodziewali się, że zobaczą księżniczkę a tutaj jakiś chłopak. 
     - Jakże to? – Zapytał gnom pijący z poetą – odczyny wiedźmin zmieniły płeć księżniczki? 
     - Ależ skąd! Księżniczka nigdy nie była zaklęta. Wyobraźcie sobie. Chłopak się budzi i patrzy na totalny bajzel na rynku. Patrzy na rozdziawione gęby mieszczan i nie wie, co się dzieje. I nagle, ku ogólnemu zdumieniu pyta „gdzie księżniczka?” 
     - Toż to dopiero historia - Zawołał ktoś z biesiadujących – I co? Panie Jaskier, i co? 
     - A no to, że strażnicy nie wiedzieli co zrobić. Mieszczanie wszyscy zaczęli na raz gadać. Geralt również zrobił głupią minę, ale jako pierwszy przyszedł do siebie. Chłopak na jego pytania szybko wygadał, że księżniczka zapłaciła mu, aby zgodził się poświęcić, oczywiście nie za darmo. Sama zaś gnana młodzieńczą chucią, poszła z młodym leśniczym gzić się po lasach. I teraz jest najlepsze. W drzewo młodzieńca zaklęła czarodziejka Yennefer, która została urzeczona wielką miłością biednego leśniczego do księżniczki. 
     - Zawsze mówił ja, że czarodziejki mają nasrane w głowach. 
     - Co mają to mają nie wasza sprawa. Ważne to, że książę chcąc nie chcąc musiał do kasy sięgnąć, jednak zamiast pięćset, dał tylko trzysta koron. 
     - Tacy są, wielcy panowie, mości poeto. Tacy są. 


copyright 2003-2019 brylka