Przejdź do treści

Niezmienność przeznaczenia

Trzy słońca, błękitne niebo, srebrny las, potem księżyc, pustynia, a za chwilę brzeg morza i setki małych wysepek… Kalejdoskop krajobrazów… I w nich wszystkich powtarza się uczucie pustki i wielkiej samotności… Wędruję tak ciągle, nie zatrzymując się nigdzie na dłużej. Nigdzie nie pasuję. Nigdzie nie mam domu… Chciałabym, żeby pamięć też zniknęła… Jestem panią miejsc i czasów. Tysiąc razy przeżyłam śmierć moich ukochanych. Na więcej nie mam już siły. Zostaję w następnym świecie, może przeznaczenie doprowadzi mnie do ukojenia. Nie pragnę niczego więcej, bo nie mam nadziei na szczęście. Już nie…
Gdzie ja jestem? Okolica wygląda znajomo… Kamienny płaskowyż rozciąga się wokoło niczym skalne morze… Wraki statków… Statków? Czarne ptaki dokoła… Zamek Stygga! Nie, nie chcę tu być! Za wiele bólu i cierpienia. Tylko KIEDY tu jestem? Nie pragnęłam wracać do tego świata. Muszę odejść, nieważne, co postanowiłam… Koncentruję się. Szum w uszach, błysk, oślepiająca jasność… A gdzie ciemność? Nie udało się! Może to przez zmęczenie, a może zakodowałam w umyśle, że to koniec wędrówki… Poczekam. Potem musi się udać. Słyszę stąpanie konia. Ktoś jedzie, więc lepiej schowam się. Kto to? To… ja! Nie, nie, nie, co ja zrobiłam? Dlaczego ze wszystkich miejsc i czasów znalazłam się właśnie w tym? Nie! Ale… ja dopiero JADĘ tam. To znaczy, że moi kochani jeszcze żyją… Nie można oszukać przeznaczenia, od dawna to słyszę… A co tam, zawsze płynęłam pod prąd. Więc czemu by nie teraz?
Puszczę drugą Ciri przodem. Wiem, co ona teraz czuje… Rezygnacja, a jednocześnie jakaś rozpaczliwa nadzieja… I odwaga, która szybko ustąpi miejsca przerażeniu… Już wjeżdża przez bramę, wsłuchana we własne myśli… Śledzą ją zdziwione spojrzenia. Już zniknęła mi z oczu. Teraz pewnie przejeżdża wyprostowana przez dziedziniec… Teraz zostawia Kelpie i wchodzi do twierdzy, gdzie już czeka na nią Vilgefortz…
Teraz! Ruszam z kopyta. Przelatuję jak błyskawica drogę, którą przed chwilą kroczyła… ona… ja… Nie widzę twarzy żołnierzy (a szkoda), w biegu zeskakuję z klaczy (chyba dziwi się spotkaniem siostry bliźniaczki, bo rży cicho zaskoczona). Jedna ręka sama sięga już po Jaskółkę, druga popycha ciężkie stalowe drzwi. Nie zastanawiam się wcale. Z dzikim okrzykiem nacieram na czarodzieja, który właśnie raczył mnie (mnie?) jednym ze swoich ironicznych wywodów… Już go nie dokończy. Gładkie cięcie w szyję i po sprawie. Zupełnie się tego nie spodziewał…, no i ma za swoje. To za wszystkich, których przez ciebie straciłam! Za przyjaciół Geralta… za cierpienia Yennefer… za mój własny ból… Życie z ciebie wycieka, magu, jedna chwila i nie jesteś już wielkim czarodziejem… opuszczasz siebie… i twoja straż, kompania złożona z najdzielniejszych wojowników, rozpierzcha się… Ty byłeś najsilniejszy, a teraz leżysz tu skąpany we własnej krwi… Ciri… Ciri stoi wrośnięta w ziemię, nie wierzy własnym zmysłom. Uśmiecham się.