Przejdź do treści

Letnia Noc

Letnia, pogodna noc pachniała bukietem leśnych zapachów. Sosnowy bór otaczający trakt tętnił niewidocznym lecz słyszalnym życiem. W pozorną, nocną ciszę co i rusz wkradały się różnorakie dźwięki. To sowa zahuka, to spóźniony jeleń rogacz przebiegnie łamiąc jakąś gałąź, to wilk do pełnego księżyca zawyje.
Pełnia. Ta pora miesiąca, której noc jest najjaśniejsza, a jednak dla wielu ludzi przerażająca. Pora, której zabobonni kmiecie przypisują różne magiczne właściwości. Pora, gdy potwory najrozmaitsze z kryjówek swoich wyłażą i na bogom ducha winnych ludzi napadają. Pora gdy, poza przesileniami letnimi i zimowymi, czary największą moc mają. Tak sądzą ludzie, biedne prostaczki, które na noc przed i na dwie po pełni z zapadnięciem zmroku drzwi i okna na cztery spusty zamykają i odprawiwszy modły do wszystkich pamiętanych bogów trwożnie idą spać. Pełnia jednak to najzwyklejszy, najnaturalniejszy etap wędrówki księżyca i nic z chłopskich zabobonów nie jest prawdą. Prawie nic.
Takie myśli snuły się po głowie jadącego traktem leśnym konnego wędrowca. Oświetlona księżycowym światłem piaszczysta droga srebrzyła się, tym bardziej odcinając się od otaczającej czerni pogrążonego w nocnych ciemnościach boru. Jeździec patrzy w górę na granatowe, rozgwieżdżone niebo, przysłaniane co i rusz zwisającymi nad traktem gałęziami sędziwych sosen.
Z zamyślenia wyrwały go jakieś odległe, nieleśne dźwięki. W miarę zbliżania jeździec poznaje ludzkie pokrzykiwania, jakąś skoczną, wiejską muzykę. Pewnie jakaś zabawa.
Nie zmieniwszy tępa wędrowiec dojechał w końcu do źródła odgłosów. Na obszernej polanie miała miejsce zabawa. Jakieś stoły z jedzeniem, muzykanci, rozbawiona młodzież, zajęte rozmową wiejskie baby, wódkę pijący chłopi. Cała błoń oświetlona była sześcioma dużymi ogniskami. W oddali, pod przeciwną ścianą lasu można było ujrzeć wioskę pogrążoną w ciemności. Pewnie wszyscy są na tej zabawie, pomyślał.
Spośród bawiących się na spotkanie wędrowca wyszedł człowiek i zbliżył się do przybyłego.