wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Szatański śmiech nihilisty z Wieży Błaznów

Recenzja fanfiction z przymrużeniem oka ;-) "Najnowsze dzieło ASa – jak słusznie informują nas na łamach swych licznych dzienników i magazynów znani recenzenci najróżniejszego, acz zawsze imponującego autoramentu - wpisuje się w nurt powieści łotrzykowskiej z domieszką elementu fantasy." 

Spólka publicystyczno-literacko-kontestatorska Olesian-terion z. t. b. o. o. ( z tak bardzo ograniczoną odpowiedzialnością) proudly but shyly presents: 
      
      Najnowsze dzieło ASa – jak słusznie informują nas na łamach swych licznych dzienników i magazynów znani recenzenci najróżniejszego, acz zawsze imponującego autoramentu - wpisuje się w nurt powieści łotrzykowskiej z domieszką elementu fantasy. Inni jeszcze – nie mniej słusznie zapewne - zapewniają nas o wznowieniu na polskim gruncie dawno nie praktykowanej uprawy o poważnej nazwie ”historyczny mały realizm.” Tak czy siak, jedno jest pewne: z Wiedźminem niewiele – lub nic zgoła – ma Narrenturm wspólnego. Niestety. Jak zaraz zobaczymy, powód tej różnicy jest trywialnie prosty: w przeciwieństwie do Narrenturm, Wiedźmin nie jest bowiem perfidnie zakamuflowanym podręcznikiem satanistycznym dla transseksualnych neonazistów z Borów Tucholskich. 
      
      Tytułem wstępu, spójrzmy na szerszy kontekst kulturowo-socjologiczny tego happeningu wydawniczego. Rozpatrując wydarzenie jakim jest pojawienie się na rynku nowej książki dochodzimy do wniosku i ż nie należy bowiem traktować tego li tylko jako wydarzenia medialnego . Każda nowopojawiająca się powieść to pewien fakt społeczny, element organizacji społecznej, którego znaczącą częścią jest kultura. Kultura a więc kody, tożsamość i wyobrażenia, symboliczne rozumienie, archetypy i artefakty jej właściwe. Książkę jako materialny element kultury niosący pewne przesłania można rozpatrywać w różnych aspektach : modernistycznym, symboliczno – interpretującym lub postmodernistycznym. Przyznam, że do analizy nowej powieści Sapkowskiego najlepiej pasuje symboliczno – interpretujące ujęcie. 
      
     Sam Sapkowski w powieści wyraźnie odchodzi od wąskiego, arbitralnego przedstawiania problemów i zobiektywizowanego sposobu dobierania i opisu zagadnień na rzecz wielopoziomowego, czasem subiektywnego opisu czasów wydarzeń i czasów, w których umieścił swoich bohaterów. Cóż, takie jest prawo autora. Co więcej, mogłoby wydawać się, że takie właśnie założenia spowodują iż czytelnik otrzyma doskonałą, bo wyzbytą etykietowania, renesansową w zamyśle powieść zawierającą próby mądrej, konstruktywnej odpowiedzi na ważne pytania, na pytania uniwersalne. Albo przynajmniej próby odpowiedzi wynikające z wyzwań i problemów współczesności. Z pełnym przekonaniem stwierdzam, iż pisarze od wieków pełnili rolę dydaktyczną, stanowili sumienia a swoich bohaterów czynili wzorami albo pozytywnych albo negatywnych postaw. Przypomnijmy ideę Nagrody Nobla. Do tej pory przecież, nagrodę tę otrzymują Ci, których twórczość niesie w sobie uniwersalne wartości, ci którzy odwołują się do powszechnie uznawanych prawd dotyczących dobroci, altruizmu, wolności, braterstwa. Niestety tym razem Sapkowski wybrał całkiem inną drogę. Prawdopodobnie skuszony wizją komercyjnego sukcesu w pełną odpowiedzialnością sięga do symboli współczesnych czasów, MCkultury i powszechnie nam panującej bylejakości. Z dużą przyjemnością czerpie pełną garścią z wyznaczników współczesnego świata – ezoteryki, pop-kultury, egoizmu i antyklerykalizmu. Ziściły się prognozy Tofflerowskiej „Trzeciej Fali” skoro nawet pisarze uważają , że alienacja i egocentryzm nie są czymś nagannym. Te jasne odwołania stają się niebezpieczne. Życie bez wartości, konsumpcjonizm, seks, strategiczne sojusze służące osiągnięciom partykularnych korzyści oto świat bohaterów Narrenturm. Średniowiecze? Po co ? Przecież akcję z powodzeniem można przenieść do Jugosławii albo na Wall Street albo do Izraela. Wystarczy zmienić dekorację. Ale jest też drugie dno, kolejny wymiar interpretacyjny, za pożywkę mający wszystkie wspomniane czynniki kulturowo-psychologiczne. Wymiar to iście diaboliczny, stawiający Narrenturm w jednym rzędzie niemalże z biblią Szatana. I jeśli wspomnimy Sallingera i wierne rzesze fanów mordujące po jego lekturze swoich idoli, zwłaszcza ten wymiar powinien przykuć naszą uwagę. 
      
      Zacznijmy wszakże tradycyjnie i po bożemu: od początku i od przodu, że tak powiem. Pierwsze minuty wiwisekcji ciepłego jeszcze i pachnącego drukarnią tekstu przynoszą podstawowe informacje. Książka ma żółtawą okładkę ( symbolika!), ponad 600 stron (symbolika!), i zakończona jest czymś na kształt celowo wybrakowanego słowniczka łacińsko-polskiego ( ach, symbolika!). Po pierwszym czytaniu prologu w głowie zostaje pewne niejasne odczucie. Ponowna lektura nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości. To chytrze zamaskowana, przyodziana dla zmyłki w historyczno-faktograficzny płaszczyk inwokacja. Autor wyraźnie wzywa w charakterze Muz duchy średniowiecznych person, co jako element strukturalny, tudzież technika pisarska stosowane było na szerszą skalę już przez starożytnych Greków. Szybko jednak pojawia się pierwsza, subtelna różnica. O ile ci drudzy wzywali Muzę Poezji lub Dramatu, kogóż to wzywa Andrzej Sapkowski? Ot, choćby Bestię Dzięsięciorogą co to "z Czeluści wychodzi". Albo Jana Żiżkę, ludobójcę i heretyka pierwszej wody. Nie wspominając już o tym, że pierwsze dwa słowa książki to ‘koniec świata’. I do tego wszakże jeszcze wrócimy. 
      
      Pora najwyższa przejść do analizy samej treści, do próby uchwycenia osobliwego rodzaju grząskiej metafizycznej symboliki tekstu. Powieść zaczyna się od grzechu. To grzech właśnie jest wydarzeniem inicjującym historii, co nieodparcie narzuca paralelę z grzechem pierworodnym, popełnionym jak wiadomo z podpuszczenia Szatana. Co jakiś czas, w precyzyjny sposób autor powtarza impuls, subtelnie szarpie tę samą strunę. A to demoniczny seans spirytystyczny na cmentarzu, a to egzorcyzmy zakończone wywołaniem samego demona. W końcu zaś wilkołak, stwór w swej nocnej postaci jak wiadomo spokrewniony z Rokitą. Tu jednakże przystańmy na chwilkę, doszliśmy bowiem to kolejnego istotnego dla warstwy znaczeniowej szczegółu, swoistej kulminacji. Wspomniany wilkołak – jak się okazuje - jest homoseksualistą! Nie czuje się zatem dobrze w nowej skórze, metodą dewiacyjnej kompensacji odzyskać próbuje równowagę emocjonalną i swoje miejsce w świecie targanym wstrząsami polityczno-religijnymi. Miota się szarpany nieludzko miedzy biegunami męskości i kobiecości. To bardzo dosadna sugestia odautorska, która zostanie niebawem umiejętnie rozwinięta i doprowadzona do kolejnej kulminacji. Cóż takiego chciał nam przekazać autor przez wprowadzenie postaci wilkołaka, kluczowej jak się wydaje dla zrozumienia sensu opowieści? W symbolicznej próbie gwałtu na Szarleju (wymuszonej przez skrajną frustrację światopoglądową wilkołaka), stworowi dany zostaje wiele mówiący odpór przez niejakiego Samsona Miodka...demona przywołanego przez zbłąkanych bohaterów podczas rozpaczliwych egzorcyzmów. Wymowa tej iście gombrowiczowskiej sceny aż bije w oczy: wilkołak poddany tej kułakowej puryfikacji wie już, że to strona kobieca jego natury jest tą właściwą, ta to ścieżka właśnie godną jest podążania. Ba, to właśnie szatańskie moce przynoszą mu radę i pocieszenie - w transseksualizmie. 
      
      Skupmy się teraz przez chwilkę na samym tytule. Narrenturm, ‘Wieża błaznów’, średniowieczny odpowiednik azylu dla psychicznie chorych, tudzież szczególnego rodzaju więźniów. Krótko mówiąc: kolejna metafora o szczególnej sugestywności. Funcjonujący w zbiorowej świadomości już od czasów Sigmunda Freuda koncept represji id pokazuje oblicze tej metafory, zwłaszcza w mimo wszystko mało subtelnej postaci onanisty, drugiej po wilkołaku najważniejszej postaci książki. Jak widzimy, zastosowanie konceptu ‘obiektywnego korelatu’ T.S. Eliota, terminu odnoszącego się do przelewania w poezji symboliki i emocji na przedmioty martwe, tutaj osiąga apogeum. ‘Więzienie’ to ponad wszelką wątpliwość symbol nieuzasadnionej dla anarchistycznego autora przemocy, maskowanej pełną hipokryzji pruderyjnością wieków średnich, nazywanych też nie bez pewnej kozery ‘wiekami ciemnymi’. Wybuchowa ucieczka z ‘więzienia’ w samej końcówce zaś, w połączeniu z wyraźnym antyklerykalnym przesłaniem powieści, podsuwa nam kolejną czytelną interpretację: uwolnienie się od balastu i okowów rzekomo represyjnej umysłowości katolickiej możliwe jest tylko przez atak, zaprzeczenie dominującej świadomości i hierarchii wartości, stworzenie swej własnej: agresywnej, wyzwolonej. Nazistowskiej. Tak, tak, nie bójmy się tego słowa: właśnie nazistowskiej. 
      
      Tak właśnie kończy się książka, i zakończenie owe jest niewątpliwym majstersztykiem konstrukcyjnym podszytym przewrotnym humorem, niezwykle niebezpiecznym w tym kontekście. Jeśli bowiem poczucie humoru jest wymierzone w wartości wyższe, jeśli ironia służy bezmyślnemu niszczeniu, rozsadzaniu ścian ‘więzienia’ nic w zamian nie oferując poza czystą agresją i nihilizmem, to wniosek jest prosty: precz z poczuciem humoru. Poczucie humoru jest literackim przeżytkiem, anachronicznym kuglarstwem wyeksploatowanym już boleśnie przez nużące nachalnym paradoksem chwyty Oscara Wilde’a w jego well-made plays. Przeżytkiem niosącym w sobie niczym Koń Trojański zbyt wielki potencjał destrukcyjny dla naszej cywilizacji. Bo cywilizacja jak koń ten jest – nie, nie ten trojański a zwykły tylko, śliwkowa kobyła nawet – każden jeden widzi jaka jest. Ale do jej zbudowania trzeba było kilku tysięcy lat; odwrót byłby zwykłą degeneracją i bezmyślną, uwsteczniającą anarchią. 
      Tymczasem perwersyjna, makiaweliczna ironia pisarza z Łodzi wyposaża finałową scenę w drugi wymiar interpretacyjno-skojarzeniowy, ściśle jednak powiązany z pierwszym. Andrzej Sapkowski diabolicznie puszcza do nas oko: gdzież w tak tradycyjnie katolickim kraju jak Polska przyjdzie naszym bohaterom znaleźć - z niewątpliwym pietyzmem i idealistycznym, satanistycznym wzruszeniem odmalowane przez autora – ideały rzekomego liberalizmu, wolności i siły? W Borach Tucholskich zapewne. Tam, gdzie można w spokoju organizować faszystowskie bojówki, marsze na Monachium i czytywać Mein Kampf albo kolejną część Narrenturm. 
      
      Prawie-doktor-socjologii-Olesia i prawie-magister-anglistyki-Antek. 
      
      
      All rights non-existent. Copyrights especially ephemeral. Please, copy this, by all means. Whoever. Whenever. Anytime. Come on. P l e a s e...


copyright 2003-2020 brylka