wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Mortis

Dziki Gon latem przechodzi wysoko. Ale nie dziś, wiedźminie, nie dziś. Miałem nadzieję, że nikt nie zauważy małego obłoczka... Ten, jak mu tam było... Gharrik. Tak. Zauważył mnie. Cholera. Skąd miałem wiedzieć, że sobaczyj syn ma takie słabe serce... Bo wiesz, wiedźminie, ja jestem od GEA... do GER... Chcesz, opowiem ci zabawną rzecz... Czemu milczysz? Hmm... I tak opowiem. Jesteś pierwszy z listy w spisie GER... Znaczy się teraz. Bo kiedyś był tam jakiś Geraarhd, ale musieliśmy się nim zająć. O czym to ja...? Ah, ten gnom Gharrik... No cóż... przełożeni powinni zrozumieć... Zaraza. Ja, pracownik miesiąca, tak nieprofesjonalnie... Z tego co wiem od znajomego z GES... - GHU..., to ten Gharrik miał jeszcze kilka lat przed sobą. Zaraza. 

      Biuro upominało się o ciebie, charakterniku. Właściwie miałem przyjść po ciebie wcześniej... podczas rozróby z tą... Yannefer... tak? 
     - Yennefer... 
     O! Jednak umiesz mówić wiedźminie. Z tą Yennefer. Ale... Zawdzięczam ci posadę. Dranie, chcieli zlikwidować spis GEA... - GER..., podłożyć to pod inne, podzielić na innych Urzędników... Ale ja się nie zgodziłem... Heh... to dzięki tobie zostałem pracownikiem miesiąca. Gdyby nie to, już dawno bym załatwił tę sprawę, a nie siedział tu, przy ognisku i gadał z tobą... 
     - Ty gadasz. 
     Hahaha! Świetne... Tylko nie mów nikomu... Podobno Asystent tak się znudził przekręcaniem twojej klepsydry, że musieli odesłać go do czubków... Razu jednego gadałem na twój temat z szefową. Wiesz, co powiedziała? "Zostawcie go...". Tak powiedziała! Raz cię zobaczyła, tam, przy głazie, i już... Ach, te kobiety... Śmiertelne czy nie, wszystkie są takie same... 
     - Tak... 
     No! Nie patrz tak tymi maślanymi oczyma... Zaraza. Chcesz, coś ci pokażę... O! 
     - Co to jest? 
     To jest... Jak by tu powiedzieć? To jest twoja biografia. Opasłe tomisko, nie? Popatrz, ma nawet ryciny! O, przeczytaj ten tu ustęp... 
     - Niezłe. Walka ze strzygą... 
     Tak, tą od Foltesta. 
     - Doprawdy niezwykłe. 
     Tylko "niezwykłe"? Toż to jest niesamowite. Takiej magii nie zna nawet ta Yennefer! A teraz coś ciekawego... Przerzuć no na ostatnią stronę... 
     - Hmm... "Wiedźmin ciężko przewrócił porzułkłe"... Eee... pożółkłe się inaczej pisze... 
     Zabiję tego Kronikarza. On myśli, że to jest zabawne. 
     - To się samo spisuje... "To się samo spisuje... - powiedział wiedźmin, czytając pojawiające się zdanie"... 
     Przestań, bo się zapętli... 
     - Strona się kończy... 
     Eee tam... Pojawiają się magicznie... 
     - Mogę to wziąć ze sobą? 
     Hahahahha! Czyś ty dzisiaj nie upadł na główkę, wiedźminie? Szefowa rozkroiła by mnie na czworo! 
     - Trudno... "Trudno... - powiedział Geralt uśmiechając się paskudnie"... Ten wasz kronikarz zna się na rzeczy... 
     Nie "kronikarz" tylko "Kronikarz". Wiesz, że u nas wielkie litery wymawia się wznioślej? 
     - Rzeczywiście... 
     Nawiasem mówiąc, charakterniku... Tę twoją biografiję czyta się jak najlepszą powieść... Ktoś chyba powinien spisać twoje przygody, wiedźminie... Może ten bard Jaskier? 
     - Chyba to ty uderzyłeś się w głowę. 
     Nie no... Jak nie jest pijany to nawet mu wychodzi... A skoro tak go lubisz... Możesz powiedzieć mu, by w czasie następnych kilku lat zabezpieczał się, gdy przesiaduje w tych zamtuzach... 
     - Hę? 
     Nic więcej nie mogę ci powiedzieć... Pożyje dłużej... Później i tak zajmą się nim Urzędnicy... Może nawet mnie po niego wyślą. Pogratulował bym mu ballad. Najbardziej lubię tą o córce młynarza... 
     - On chyba tego nie napisał... 
     Hmmm... zobaczę. U nas wszystko jest w Archiwum... 
     - Ciekawe rzeczy prawisz... 
     No chyba! Wiesz co wiedźminie? Jak już u nas będziesz to zajdź do Spisu Dusz, sekcja GEA... - GER... Przydałby mi się asystent... Bo szabelką chyba umiesz wywijać? 
     - Ano umiem. 
     W końcu jesteś wiedźmin, zabójca monstrów. Szybko nauczyłbyś się kosą machać. Wiesz co? 
     - Co? 
     Chyba dam sobie z tobą spokój... na jakiś czas oczywiście... 
     - Oczywiście. 
     Hej! W końcu muszę za coś dzieciaki utrzymać. 
     - Masz dzieci? 
     A co ja? Impotent jakiś? Całą gromadkę. Najstarszy, Junior, chyba odziedziczy po mnie stanowisko. Robota cholerna, ale płaca dobra. A na te wszystkie nasze pyszności pieniądze trzeba mieć. Mówię ci, charakterniku, takich frykasów to nawet na imprezie czarodziejów nie uznasz... 
     - Heh... 
     Właśnie. Wiesz... spoko chłop z ciebie... 
     - Hę? 
     A do czorta z tym! Powiem im, że nie mogłem cię znaleźć. Mogą i nie wierzyć ich sprawa... Dam ci trochę czasu... Na uporządkowanie pewnych spraw, wiedźminie. Pamiętaj, jeśli już będziesz pewny końca, to pomyśl, powiedz... znam zaklęcia, które... pomogą, uśmierzą... 
     - Toś mnie pocieszył, kolego. 
     Nie bądź takim pesymistą. W przeliczeniu na wasze lata... w przeliczeniu... zostanie ci jeszcze mnóstwo czasu... Być może nawet gdy znów mnie zobaczysz, będziesz mógł potknąć się o własną brodę! A w szczególności, gdy zgubią się pewne formularze... Wiesz... od czasu do czasu uzupełniaj tę księgę jakimiś wrażymi bitewkami... co? Przysługa za przysługę? 
     - Dla wiedźmina zawsze się coś znajdzie... 
     Masz rację... masz cholerną rację... No czas już na mnie... Nie bój się coś się wymyśli... Zresztą gdy powiem, że chodzi o ciebie, to szefowa powinna zrozumieć... 
     - Słuchaj, gdy natknąłem się na ciebie... Zapewniasz mi... życie, a ja nawet nie wiem kim jesteś... 
     Zaraza. Rzeczywiście, nie przedstawiłem się! Na imię mam Mortis. Dla przyjaciół Mort. A ty, jako że rozruszałeś moje urzędnicze stawy, zostałeś zaliczony do przyjaciół. No, Geralcie z Rivii, jak już będziesz po tamtej stronie, jak żywo pędź do Mortisa, a będziesz ustawiony na całe zażycie... 
     - Hmm, hmm... w takim razie dziękuję... Mort... 
     Haha! Bywaj zdrów Geralt, nie zapomnij pozdrowić ode mnie Jaskra. Szefowa już ostrzy sobie na niego Kosę... 

      Na niebie znów objawił się Dziki Gon. Mały obłoczek dymu dołączył do niego. Polana trzaskały od ognia, dawały ciepło i światło. Wiedźmin rzucił okiem na ranę na nodze. Krew przestała płynąć, ale ból jeszcze dawał o sobie znać. Geralt oparł się o siodło, rozkładając wygodnie. Zastanawiał się, czy naprawdę wlał w ranę płyn koagulujący krew, czy może po raz pierwszy w życiu pomyliły mu się flakoniki. Trzeba będzie sprawdzić, pomyślał, czy Czarna Mewa jest na swoim miejscu. 
     Zaraza by to... - mruknął, po czym zapadł w sen.


copyright 2003-2020 brylka