Przejdź do treści

Brunhilda

I wyruszył dobry rycerz sir Lancet z pięknego zamku pani Lalleny, aby okazać się wreszcie godnym miana, którym go obdarzono. Jechał już trzy dni nijakiej przystojnej przygody nie napotkawszy…

I wyruszył dobry rycerz sir Lancet z pięknego zamku pani Lalleny, aby okazać się wreszcie godnym miana, którym go obdarzono. Jechał już trzy dni nijakiej przystojnej przygody nie napotkawszy – już zaczynał powoli niepokoić się, w skrytości ducha rozważając, czy aby Chrysta Pana, czym nie obraził, że ten mu nie sprzyja. Rozważał więc długo czy nie zatrzymać się w jakiejś pustelni i dopiero po oczyszczeniu duszy, tak grzechowi sprzyjającej, gdzie na gościniec nie wyruszyć.
Nie zdołał jednak wykonać, czego zamyślił albowiem znagła posłyszał przeraźliwy, cienki niczym włos z grzywy jednorożca, krzyk młodej dziewicy.

Ten Sir Lancet rycerz dobry
Jest okropnie, bardzo chrobry
Tępy jest on tak jak młot
Taki z niego głupi kmiot!!!

Zaiste sir Lancet jest wielkim rycerzem,
Równie znakomitym co ten zwany Włodzimierzem,
Wilka ogromnego zgładził,
Całkiem mu mózg rozsadził,
Piękną damę uratował,
Czemu nikt się nie dziwował.
Oj dana, dana!!!