wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Brunhilda

I wyruszył dobry rycerz sir Lancet z pięknego zamku pani Lalleny, aby okazać się wreszcie godnym miana, którym go obdarzono. Jechał już trzy dni nijakiej przystojnej przygody nie napotkawszy – już zaczynał powoli niepokoić się, w skrytości ducha rozważając, czy aby Chrysta Pana, czym nie obraził, że ten mu nie sprzyja. Rozważał więc długo czy nie zatrzymać się w jakiejś pustelni i dopiero po oczyszczeniu duszy, tak grzechowi sprzyjającej, gdzie na gościniec nie wyruszyć. 
     Nie zdołał jednak wykonać, czego zamyślił albowiem znagła posłyszał przeraźliwy, cienki niczym włos z grzywy jednorożca, krzyk młodej dziewicy. 
     - Zaiste – pomyślał – piękna to będzie sprawa rycerska uwolnić tę damę z rąk złoczyńców, którzy ją niezawodnie niewolą. 
     Sir Lancet spiął swego mężnego rumaka Bucyfała i wgalopował na pobliską polanę. Jego oczom ukazał się wspaniały widok. 
     Na środku, otoczona przez przebrzydłą watahę buro-szarych wilków stała niewiasta. W dziwnym sposobie białogłowa owa owinięta była skrzętnie w różnobarwne szaty kobiece, tak, iż nijak jej twarzy widać nie było. Jednak odzienie - przystojne, bogate zdawało się wskazywać na zaiste godne pochodzenie krzyczącej dziewicy. Tym chętniej ruszył więc dobry rycerz Sir Lancet na pomoc. 
     - Zaiste o Pani, jak mniemam, nadobna jakkolwiek szaty wasze tak dziwnie upięte nie pozwalają mi podziwiać urody waszej w pełnej jej krasie. Zaiste o Pani, obawiać się już nie musisz tej brudnej sfory ziejących rządzą krwi wilków, które marzą o tym, aby rozpruć twe gardło i rozorać zębami swymi oblicze wasze. Zaiste o pani przybył tu bowiem sir Lancet – rycerz dobry, wsławiony w pojedynkach z różnymi poczwarami, odważnie trzymający pola każdemu przeciwnikowi. 
     Teraz sir Lancet zwrócił się do wilków i straszliwym głosem zawołał na nie; 
     - Zaiste, wy piekielne potwory zesłane przez tego, którego imienia żaden prawowity chrześcijanin nie wymawia w trosce o swą duszę. Zaiste, diabelskie plemię wasze stworzone ku przeszkodzie rodzaju ludzkiego przeklętym jest i będzie po wsze czasy. Zaiste, bójcie się albowiem wasza godzina nadchodzi – oto przybył sir Lancet rycerz dobry, który wielu waszych braci pozbawił ducha i gotowy jest bronić tej oto napastowanej przez was niewiasty, aż do ostatniej kropli swej szlachetnej krwi. Zaiste odstąpcie, a daruje was życiem. 
     Wilki stworzenia wstrętne i obmierzłe, lecz myślące doceniły dworność rycerza i odeszły. Pozostał jeden tylko, acz największy i najsilniejszy, ten, który wodzem wśród swoich się zwał, a w sercach ludzkich największą trwogę siał. Dumał on, w swej bucie samolubnej niezmierzony, ile to chwały przysporzy mu zabicie i pożarcie tak sławetnego, okutego w zbroję rycerza. I zawołał w swym wstrętnym języku. 
     - Bój się rycerzu w jakże lśniącej zbroi! Mimo twego męstwa, o którym nawet wilki pieśni śpiewają i tak cię pokonam albowiem sam Lucyfer, książę piekieł mnie wspomaga. 
     Potwór stanąwszy nieprzystojnie na dwóch łapach, czym gorszący zaiste widok sprawił, począł podśpiewywać pod melodię pieśni (Poszła Gośka do stodoły u-u cha, cha,) znanej we wszystkich karczmach okolicznych. 

     Ten Sir Lancet rycerz dobry 
     Jest okropnie, bardzo chrobry 
     Tępy jest on tak jak młot 
     Taki z niego głupi kmiot!!!
 

     - Wiedząc o twojej nadzwyczajnej waleczności drżę stojąc przed tobą, lecz tym większą przyjemność miał będę rozgryzając gardło twe, wywlekając wnętrzności oraz chłepcząc mózg (?) twój z hełmu niczym miski. 
     Sir Lancet nie przeraził się w swej odwadze niezmierzony, wycofał jedynie konia pięknego Bucyfała, aby słusznego nabrać rozpędu. Rumak wspaniały stanął na tylnych kopytach, czym wiele razy niezmierzony popłoch siał wśród wierzchowców, do panów rycerzów należących (niestety przyznać należy, iż nazbyt często popłoch ów powstawał w obozie, do którego i dobry sir Lancet należał). Podniosła się i zaświeciła w słońcu lanca, niczym srebrna iglica zwieńczająca najwyższy szczyt świata, utrzymująca niebo nad nami. I runął jak zimny wiatr północny na złego wilka. Doskonałym sławiąc się rzemiosłem wojennym, sir Lancet wymierzył dokładnie i niezawodnie wbił swą srebrną lancę w lewy oczodół potwora – mózg wyleciał niczym strzała i obryzgał dokładnie dobrego rycerza, a część ucha dosięgła niewiasty stojącej nieopodal. 
     Tak piękne odniósłszy zwycięstwo nad ogromnym potworem, poczuł się słusznie zmęczonym, lecz nie zapomniał o dwornych naukach, jakie długie lata odbierał będąc paziem na dworze u królowej Aldonnatty i zwrócił się do niewiasty, która siedząc na pobliskim pieńku z uwagą przypatrywała się pojedynkowi; 
     - O Pani wolna jesteś od niecnych zakusów owych wilków szkaradnych, które tak niegodziwie Cię napastowały, a wszystko to dzięki mojej niezrównanej sile i wspaniałej sztuce wojennej, której nauki pobierałem u mistrza mego znamienitego rycerza, o którym pieśni nadobne szlachetne damy śpiewają na wszystkich dworach świata chrześcijańskiego – u sir Bernarda o mieczu długim i wspaniałym. Oczywiście w skromności swej niezwykłej zaiste, jak dla błędnego rycerza, nie wymagam wcale, abyś jechała o Pani do 10 odległych dworów głosząc, czegom przed chwilą dla ciebie dokonał słowami ułożonymi specjalnie na tą okazję przez opłaconego sowicie trubadura. 

     Zaiste sir Lancet jest wielkim rycerzem, 
     Równie znakomitym co ten zwany Włodzimierzem, 
     Wilka ogromnego zgładził, 
     Całkiem mu mózg rozsadził, 
     Piękną damę uratował, 
     Czemu nikt się nie dziwował. 
     Oj dana, dana!!!
 

     - Nadobna pani wystarczy, jeśli przybywszy do rodzinnego miasta swego założysz to oto nakrycie głowy dałem bowiem słowo panu Janowi z Torymbergu, iż zatrudnię pachołka jakowego, aby to wykonać, lecz ponieważ zajęcie błędnego rycerza nie przysparza mojej sakiewce ciężaru przeto jestem zmuszony o to cię prosić szlachetna księżniczko. I szlachetny acz ubogi sir Lancet wyjął z tobołków przytroczonych do siodła czapkę szpiczastą wysoką i pomarańczowo- czerwoną, na której jaskrawo zielonymi literami wypisano „Zakuty Łeb – firma mistrza Jana z Torymbergu oferuje znakomite hełmy – każdy ręcznie ozdabiany gustownym znakiem heraldycznym i wyściełany futrem z żabnika i włosami prawdziwej (!!!) dziewicy.” 
     - Pozwól podziękowania moje panie dobry złożyć – dziwnie piskliwym głosem powiedziała niewiasta – wywdzięczyć się nie zdołam czegom dzięki twemu męstwu i sztuce wojennej uświadczyła. Z radością przyjmę tę oto czapkę i misję mi powierzoną z radością wypełnię. Jednak w skrytości ducha wyznać tobie szlachetny rycerzu muszę – jakkolwiek niewiastą jestem nadobną jednak zły czarnoksiężnik Orum, ponieważ nie chciałam pokochać go miłością występną, przyoblekł mnie w skórę męża – z brodą i innymi przymiotami odpowiednimi dla tego rodzaju. 
     To mówiąc dramatycznym ruchem zrzuciła owe szaty tak dokładnie i wdzięcznie postać jej zasłaniające. Oczom sir Lanceta ukazała się postać słusznego wzrostu, z kędzierzawą lnianą brodą i potężnym brzuszyskiem. 
     - Och panie dobry i znakomity w swym rzemiośle rycerzu błędny sir Lancecie zaiste po trzykroć zaklinam Cię. Pomóż odzyskać Księżniczce Brunhildzie swą postać. Będzie to prawdziwie piękna i godna przygoda wybrać się do strasznej fortecy złego maga i wymusić na nim odwołanie jego niegodnych poczynań. A ja jakem księżniczka zamku strzelistego zwanego Zadupkiem, najpiękniejsza i najszlachetniejsza dama, jaka kiedykolwiek została zrodzona na naszej ziemi –w tym momencie szlachetnej damie odbiło się trochę napełniając całą polanę tym jakże zdrowym odgłosem, co było wynikiem tego, iż cały dzisiejszy ranek spędziła w gospodzie „Pod Trupkiem” wesoło racząc się kolejnymi kuflami wybornego piwa - przyrzekam ci swoją rękę. 
     Tutaj błękitnokrewa białogłowa tak niecnie przemieniona w męża- opoja padła na kolana przed rycerzem w zbroi lśniącej. Sir Lancet nie namyślał się długo i rzekł uchylając przyłbicy, która dotąd zasłaniała jego dostojne i piękne oblicze. 
     - Zaiste o pani Brunhildo – na co brodaty typ z brzuszyskiem wielkości sporej dyni i w spódnicy wyszywanej cekinami, wdzięczny i dworny wielce ukłon złożył – Zaiste odmówić prośbie pani tak szlachetnej i urodziwej nie godnym jest. Przyjmuję więc brzemię to straszne, lecz jakże słodkie. I ślubuję – to mówiąc rzucił się z patosem na kolana- i ślubuję iż nigdzie dłużej głowy mej nie złożę, miecza nie odepnę, gniazda nie założę, aż od zaklęcia strasznego tę oto pannę uratuję, a jeślibym przysięgi dotrzymać nie zechciał niechaj zbroja moja zardzewieje, lanca pęknie, a duszę mą zbolałą niech czarty przebrzydłe porwą, aby pod ziemią w piekieł garnkach męczyć. Tak mi dopomóż Panienko przenajświętsza i patronie mój ukochany św. Obucu Amen. – Po krótkim namyśle dodał także – Kyrieelejson – a potem jeszcze – Alleluja. 
     I dobry rycerz sir Lancet postanowienie raz zawziąwszy, spiął mężnego rumaka swego, Bucyfała, przytoczył lancę do siodła i ruszył na spotkanie czarnoksiężnika złego Oruma. Dzieweczka owa, którą przed przygodą tak okrutną uratował pozostała na polanie, a wilki, plemię zdradzieckie, już wracać poczęły. 


copyright 2003-2020 brylka