Przejdź do treści

Baba z zamku na skale

Marco Oswalte obudził się, podniósł jedną, ciężką jak smoczyca w ciąży, powiekę i rozejrzał się po alkierzu. Obraz, który pojawił się przed jego oczami, posiadał niezwykle niską rozdzielczość. „Niech to szlag, znowu ten tłusty karczmarz dosypał mi ziółek do mleka!” – ta myśl boleśnie zakwitła gdzieś pod włosami pijaka.
Mimo wszystko, nawet ślepiec zauważyłby, że w karczmie wybuchła bójka. A można to poznać po tym, że po pierwsze - jest wtedy jeszcze głośniej niż zwykle. Po drugie, wszędzie latają kubki, talerze, łyżki, tudzież inne części kuchennego wyposażenia, takie jak widelce, noże oraz rzeźnicze tasaki, które ostatnio stały się bardzo modne na szlacheckich dworach. Po trzecie, od czasu do czasu latają również ludzie. Marco właśnie uchylił się przed takim żywym pociskiem. Okazało się, że miotaczem jest wielki (Oswalte, swoim bystrym wzrokiem, ocenił jego wzrost na ponad siedem stóp), szeroki w barach jak drzwi od stodoły osiłek o twarzy, jaką mogła posiadać jedynie osoba o ujemnym ilorazie inteligencji. Olbrzym ów zaczął rozglądać się w poszukiwaniu nowej ofiary. Wtedy jego wzrok padł na Marco. Uśmiechnął się głupkowato i bardzo wolno powiedział:

Magavalozaurus, mistrz magii, absolwent Uniwersytetu Magicznego, posiadacz Dyplomu za Wzorowe Przywoływanie Duchów i Kelnerów, Orderu Teleportacji Czasoprzestrzennej oraz magicznej laski zapiął rozporek i wszedł do karczmy zadymionej palonymi przez wszystkich kadzidełkami. To, co zobaczył w środku, wzbudziło w nim niewysłowioną złość.

Słonko wesoło wpuszczało swe promienie w dziury liścianego dachu, pod którym wędrowali Magavalozaurus i Konus. Konie powolutku stąpały po zabłoconej drodze wiodącej do pobliskiej wsi. Smutny osiłek wlepił wzrok w grzywę swego rumaka i słuchał. W rytm chodu koni, wysoko nad nimi, ptaszki wyśpiewywały radosne piosnki. A w tym czasie mag mówił. A konkretniej, narzekał:

I tak oto rozpoczęła się pełna niebezpieczeństw wędrówka dwóch dzielnych i prawych poszukiwaczy przygód bez skazy ni zmazy, walczących ze złem i wszelkimi jego przejawami. A to, że kierowały nimi jedynie pieniądze, to już inna sprawa.