wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Opowieść o szewczyku

Traktem podążał młodzieniec o posągowej urodzie. Widać było, że pochodzi ze znakomitego rodu. Ubrany był bogato a jego głowę zdobił finezyjny, śliwkowy kapelusz z piórem. Jego rumak kroczył spokojnie wyrzucając nogi przed siebie. Gdy podróżny dotarł do niewielkiego domku przy drodze zatrzymał konia i zsiadł aby lepiej się przyjrzeć tabliczce przyczepionej do krzywego płotu. Podszedł bliżej i spojrzał na napis: „Biedny szewczyk poleca: obuwie damskie – 20xx, obuwie męskie – 30xx, obuwie dziecięce – 15xx, obuwie na miarę +10xx, usługi dodatkowe – cena do ustalenia” 
     - Usługi dodatkowe? – odczytał pytającym tonem 
     - A tak panie – powiedziała postać, która, jak wszystko wskazywało miała być szewczykiem. Jedyne co nie pasowało do tego słowa to wygląd i wiek. Słowo „szewczyk” raczej nie powinno odnosić się do wysokiego, potężnie zbudowanego staruszka. Założył, że to staruszek, gdyż twarz zasłaniał kaptur spod którego wypływały stanowiące zdecydowanie za podeszłym wiekiem długie, białe włosy. Głos szewczyka natomiast świadczył zdecydowanie przeciw teorii, gdyż brzmiał na ok. 40 latka. 
     - Usługi dodatkowe to te, których przeważnie żąda się od biednych szewczyków – spędzić noc w nawiedzonym zamczysku nie przestraszywszy się niczego, ,zabić podstępem jakowąś potworę. Trzeba dorabiać, czasy są ciężkie. Żona mówiła mi już, żebym z tym skończył, ale to nie tak łatwo. Widzicie panie, tam trakt do Nowigradu, tu nikt butów nie kupuje ino mieszkańcy okolicznych wiosek – Wielkiej Dziury, Strasznej Dziury i Zapadłej Dziury. Zresztą żeby mieć tanio porządne skóry to też trzeba potwory tłuc. Ci co płacą chcą zwykle tylko język na dowód, że robota odwalona, a skóra mi się ostaje, boć oprawić jej i tak przecie dobrze nie umieją. 
     - W takim razie z nieba mi spadasz – wykrzyknął młodzieniec – tylko co dostałem wieść, że pani mego serca została przez czarodziejkę zazdrosną o jej urodę zamknięta w wieży zamku strzeżonej przez najrozmaitsze potwory szukałem bezskutecznie kogoś by mi pomógł ją uwolnić. Czy zgadzasz się przyjąć to zadanie? 
     - Naturalnie, panie. Muszę cię jednak uprzedzić, że opłata nie będzie niska. 
     - Dla mnie pieniądze są ostatnią rzeczą jaka ma znaczenie. Zwłaszcza gdy chodzi o istotę tak bliską memu sercu. 
     - W takim razie w porządku. Powiedz tylko gdzie mam jechać i załatwione. 
     - Pojadę z tobą, gdyż drogę odnaleźć naprawdę trudno. Przygotuj tylko konia. 
     Szewc przygotował nie tylko konia ale i miecz, który przyczepił na plecach bo w normalnym położeniu wyraźnie mu przeszkadzał i skrzyneczkę pełną różnych mikstur, którymi najwidoczniej truł potwory. Pojechali więc tworząc przedziwną kompanię młody szlachcic wspaniałej urody i stary, nigdy nie odsłaniający swej twarzy szewc. Podróż była nużąca, jednak pod wieczór dotarli do podnóża góry na której wznosiło się zamczysko. Wtedy szewc zsiadł z konia i po raz pierwszy odsłonił twarz. Okazało się, że nie był wcale stary, choć jego wiek naprawdę był trudny do określenia. Jego twarz była pocięta bliznami, co nadawało jej taki wygląd, że szlachcic zaczął żałować, że w ogóle spojrzał na tą twarz. 
     - Idę więc – odezwał się szewc – do jutrzejszego ranka droga do wieży powinna oczyszczona z potworów. Mam nadzieję, że sam będę mógł was panie o tym poinformować. Teraz idę, aby wywiązać się z zadania 
     - Idź, i niech bogowie ci sprzyjają – odparł młodzian 
     Szewc wszedł na dziedziniec zamku i od razu zauważył, że w tym miejscu czają się potwory nie pomylił się gdyż gdy tylko ostatni promień zachodzącego słońca znikł za murami z ukrycia wysunął się potwór wyglądający na strzygę. Szewc zaczął powoli wyciągać miecz... 
     - Co dało strzydze czas żeby przyskoczyć do niego i odgryźć mu głowę. 
     - Geralt!!! 
     - Taka jest prawda Jaskier. Chyba, że miałaby ochotę na zabawę. Wtedy zaczęłaby od rozwlekania jego wnętrzności po dziedzińcu Zresztą po raz pierwszy słyszę o strzydze która tolerowałaby w swoim otoczeniu jeszcze inne gatunki. 
     - A ktoś musi o tym wiedzieć? Napisałem tak, żeby zwiększyć dramatyzm utworu. 
     - Weź się już lepiej za poezje – powiedział wzdychając ze znudzenia Geralt – Wolę już słuchać jak klniesz pisząc niż być zmuszany do oceny owoców twojej wątpliwej inwencji jeśli idzie o teksty prozatorskie. Chociaż tak już idzie ku lepszemu. Jak w zeszłym tygodniu spiłeś się w karczmie i próbowałeś coś napisać to wyszło ci naprawdę żałośnie. Nawet nie wiedziałem, że można stworzyć takie głupoty. Ale jak opowiem Eskelowi o tym, jak przedstawiłeś Kaer Morhen jako kompleks jaskiń albo jak wymyśliłeś wiedźmińską próbę kobiety – tu przerwał aby zdusić parsknięcie – przez tydzień będzie się kulał ze śmiechu. Całe szczęście, że w końcu cię zamroczyło. Jedna Melitele wie co byś jeszcze wymyślił. Jak widziałem niektóre fragmenty tego co napisałeś to aż sam nie wiedziałem, czy utopić cię cię osobiście, czy też oddać w ręce osób które tak radośnie opisałeś... 
     - Mieliśmy o tym nie wspominać. Owszem wygłupiłem się, ale na twoich oczach rzuciłem te teksty w ogień a nie każdy by to zrobił. Ludzie przywiązują się do swoich dzieł. 
     - A niechby i zatrzymał. Ktokolwiek wpadłby na pomysł zarobienia na nich musiałby umrzeć z głodu. Czegoś takiego nikt by nie kupił a przedstawienie tego publicznie mogłoby skończyć się masakrą, gdyby wśród publiki znalazła się któraś z osób zainteresowanych. A propos, czy nie wspominałem ci już z tysiąc razy, żebyś nie pisał o mnie tworząc te durne historyjki? 
     - Przecież ja nie... 
     - Pamiętasz co się działo, kiedy ostatnio opisałeś Yen? I wstawiłeś tą spekulację na temat wieku? Zdjęcie tej klątwy zajęło mi dwa dni... 
     Powoli zapadał zmierzch.


copyright 2003-2020 brylka