wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Obserwator

Wiosna, najpiękniejsza pora roku. Świat budzi się po zimowej drzemce, rozkwita w pierwszych promieniach słońca. Wszystko budzi się do życia, nawet śmierć... 
     Na pięknej polanie, skąpanej w wczesnych promieniach słońca stanęły dwie armię. Na tej samej, na której jeszcze przed tygodniem, dwoje młodych ludzi z pobliskiej wsi poznawało znaczenie słowa miłość. Teraz miała stać się cmentarzem dla wielu dzielnych ludzi, ustawionych na przeciwległych krańcach tego pięknego miejsca. Wiatr dął i wypełniał sztandary, szarpał kropierze, i rozwiewał włosy. Nad polaną szybował ptak, który był kimś więcej aniżeli niemym świadkiem przyszłej rzezi. Był obserwatorem. 
     Kruk spojrzał w dół, jego bystre czarne jak węgle oczka, zabłysnęły w blasku Wielkiej Matki. 
     - Ciekawe – pomyślał. – Czyżby dwunożni postanowili się pozabijać? Ponownie? Nie, to przestaje być ciekawe... 
     Kruk z łopotem skrzydeł wylądował na pobliskim drzewie. Z wdziękiem przekręcił łepek i przyjrzał się postacią na polanie. 
     - Lordzie Damianie! – krzyknął mężczyzna w pełnej zbroi, który wyjechał na środek polany. – Czas położyć kres temu co czynisz! Tutaj pod Wilczym Jarem, skończymy to! Słyszysz!? Koniec z tobą psie! 
     Siwek zatańczył na środku pola, mężczyzna wyciągnął miecz i skierował go w stronę przeciwnika, wiatr rozwiewał szarą pelerynę, zaśpiewały rogi i setki gardeł w dzikim wrzasku. Wojska ruszyły ku sobie. Zaczęło się... 
     Nikt oczywiście nie zwracał uwagi na otaczające ich piękno i harmonię natury, która w tak barbarzyński sposób była gwałcona obecnością takiej ilości ludzi, zwierząt i stali. Słońce pięło się ku niebiosom, rozświetlając pole bitwy, jedynemu obserwatorowi całego zdarzenia, krukowi. 
     - Tak, tak. Zaczyna się przedstawienie, jakże to ekscytujące, za każdym razem coś nowego i zaskakującego. – pomyślał kruk, przeskakując na niższe gałęzie w celu poprawienia widoku. – Ruszyli ku sobie, jak wygłodniałe wilki. Tyle razy zastanawiałem się w jakim celu toczą bitwy... Wilki na przykład zabijają bo muszą. Polują gdy są głodne. Zabijają by żyć, rozszarpują gardła dla mięsa. Natomiast dwunożni z równą zawziętością mordują ale nigdy nie widziałem aby się zjadali po walce... 
     Potężny rudowłosy topornik osłonił się tarczą, huk uderzenia buzdyganu o metalowe okucie tarczy zatonął w ogólnej wrzawie, mężczyzna nie czekał aż rudzielec oprzytomnieje zamachnął się raz jeszcze. Tym razem nikt nie sparował uderzenia a kolce rozdarły ochronny kołnierz i rozorały gardło, buchnęła posoka. Młodzik wrzasnął w ekstazie ocierając twarz z krwi i potu. W euforii ruszył dalej, by zabijać. Nie mógł widzieć grotu strzały wymierzonego w jego plecy. To był pierwszy i ostatni raz kiedy młodzik cieszył się ze swojego trofeum jakim było pierwsze ludzkie życie, złożone na ołtarzu wojny. Teraz umierał a krew zalewała mu płuca, kogoś wzywał z łzami w oczach ale nikt go nie słyszał. 
     - Dziwne jak los potrafi być złośliwy. – zakrakał. – Stawiałem na rudego a nie na tego młokosa. Teraz jednak umiera. Chyba jest szczęśliwy, dokonał własnego wyboru i własnego żywota – zachichotał kruk... 
     Ptak wzbił się w powietrze i przefrunął nad polem bitwy, widząc to coraz ciekawsze sposoby zabijania. Usiadł na wielkim kamieniu po drugiej stronie polany i przyglądał się natarciu kawalerzystów. Kopie gięły się i pękały na ciałach przeciwników, którzy nierzadko mieli te same liberie co jeźdźcy. Wrzask tratowanych roznosił się po polu, po chwili konie zbroczone były krwią, z ich pysków toczyła się piana gdy niemiłosiernie poganiane były do przodu. Na ich drodze nie było godnego przeciwnika. Podobna sytuacja miała miejsce po drugiej stronie gdzie kawaleria przeciwnika zbierała takie samo żniwo. 
     Ponad kurzem, błotem, ostrym zapachem krwi, krzykiem walczących, powiewały dwa proporce. Tak czyste, piękne i dumne... 
     - Jak widzę siły są wyrównane, w tej bitwie nie będzie zwycięzcy. – osądził kruk. – Czy dwunożni tego nie widzą? Jeśli ja zwykły ptak to wiem to co z nimi? Potrafią tyle rzeczy, ilekroć słyszałem jak mówią, że są najdoskonalszą istotą na ziemi. Śmiechu warte! – zaskrzeczał obserwator. W imię czego dokonują takich zniszczeń? To całe zajście zaczyna mnie nużyć. Wszystkie istoty, które znam dążą do przetrwania a dwunożni do samozagłady... Jakie to groteskowe, ironiczne. Przecież to czysta hipokryzja! Oni są jak te sztandary, które wznoszą się ponad polaną. Tak, dokładnie jak te proporce... Spowici w brudzie, krwi, pocie, amoku wojny, rzezi i niszczenia, dumnie podnoszą nie splamioną skroń ku niebu z zachwytem oglądając to co stworzyli. Niestety żaden z nich nie spojrzy w dół i nie ujrzy dłoni, którymi to uczynili, dłoni skąpanych we krwi, pocie i brudzie... 


     Słońce chyliło się już ku zachodowi gdy polana nieopodal Wilczego Jaru zamieniła się w cmentarzysko. Na polanie nie było nikogo, prócz ciał bohaterów, walecznych ludzi, którzy oddali swe życie w imię... Szczytnych celów. 
     Kruk wzbił się w powietrze. Usiadł na złoconym szpicu pięknego sztandaru, który wbity został trzonkiem w ziemię. Przy nim leżał mężczyzna w szarej pelerynie z mieczem zaciśniętym w dłoniach. 
     - Cóż, wasza śmierć nie poszła na marne wszechpotężni dwunożni. – pomyślał ptak. – Wyżywicie wszakże całą okolicę... – Kruk zaskrzeczał i zleciał na głowę żołnierza wydziobując mu oko.


copyright 2003-2019 brylka