Przejdź do treści

Bajka o Bartku Leśniku

W niewielkim domku, tuż pod górami,
W Zielonej Dolinie, nad rzeki wodami,
Gdzie w dzień słońce świeci i kwiaty rozpieszcza,
A w nocy to księżyc ciemności obwieszcza,
Mieszkał chłopczyna, biedny, lecz młody,
A kochał się bardzo w pięknie przyrody.
Co dzień wychodził z domku swojego,
I szedł hen daleko, do Stawu Złotego.
Tam nań czekała nimfa: Błękitka,
Przepiękna, cudowna, a chuda jak nitka.
Jej włosy złote, na wietrze fruwały,
A oczy zielone radośnie patrzały.
Codziennie siedziała na brzegu jeziora,
Czekając na kochanka, kiedy przyjdzie pora.
A on przychodził, kiedy słońce wysoko,
Uśmiechał się wesoło i puszczał oko.

– Hej moja Błękitko - krzyczał z daleka,

Założył kapelusz z pawimi piórami
I ruszył w drogę wraz z motylami.
Szedł piękną doliną, zieloną od trawy,
W blasku promieni, prześlicznej jawy.
Drzewa po cichu spokojnie szumiały,
O różnych rzeczach z wiatrem gadały.
Źródła, jeziorka i wodospady,
I wielkie góry, góry Arkady.
Szedł tak dzień cały, śpiewając i skacząc,
Nuciły z nim kruki, melodyjnie kracząc,
Wszedł w Wielki Kanion, ze skałami ostrymi,
Spojrzał na górę, a tam krater dymi.
Przestraszył się Bartek tego widoku,
Ruszył więc szybciej i przyśpieszył kroku.
Lecz kraina Wulkanu jest długa, szeroka,
Patrząc gdzieś z góry nie starczyłoby oka.
Słońce już zaszło i księżyc na niebie,

Szedł tak dzień cały, a w noc gwieździstą,
Usiadł na chwilę pod Rozłożystą,
To wielka sosna, wielka jak góra,
Najwyższe gałązki zakrywała chmura.
Siedział przez chwilę wpatrzony w zorze,
Wędrował myślami na swoje łoże.
Na miękką kołdrę i cieple koce,
W których przyjemnie mijają noce.
Błądził zamysłami po całym domu,
Usnął pod drzewem, nie mówiąc nikomu.
A sny miał piękne, bardzo radosne,
Śniło mu się, że wspiął się na sosnę.
Z góry oglądał całą Krainę,
Widział swój domek i swoją dolinę,
A w Złotym Stawie pływała Błękitka,
Piękna jak nigdy, a chuda jak nitka.
Z daleka usłyszał cichą piosenkę,
Zobaczyła go nimfa, wiec podniósł rękę.

Obudził się razem z promieniami słońca,
Przez pierwszą chwilę nie widział do końca.
Lecz już po chwili wyostrzył się wzrok,
A wokół niego był niezły tłok.
Przestraszył się Bartek, - Co za istoty?
Oj przewiduje dzisiaj kłopoty. -

Następnego ranka, gdy słońce już wstało,
I wszystkich wokoło radośnie witało.
Bartek już buty zakładał na nogi.
Nałożył kapelusz szykując się do drogi.

Szedł wciąż na północ, w kierunku kraju,
Gdzie wszystkie stworzenia, wielką moc mają.
A cały czas, śmiał się wesoło,
Bawiąc zwierzęta, wszystkie wokoło.
Szedł dolinami, wielkimi łąkami,
Gdzie wszystkie istoty sobie panami.
Podziwiał kwiaty i wielkie mallrony,
Przecudne palminy, kwitnące dzwony.
Wody wokoło wesoło szumiały,
Otuchę spragnionym, w serce wlewały.
Wielkie drzewiska, szumiały pieśniami,
Puszyste pająki swe nici tkały.
Zając za zającem gdzieś w pole gonił,
Malutki skowronek w cieniu się schronił.
Motyl za liściem leciał nad stawem,
Przepiękny łabędź przepłynął niebawem.
A Bartek szedł, cieszył się chwilą,
Cudnymi widokami, co oka nie mylą.

I w końcu doszedł do upragnionej krainy,
Radosny uśmiech nie schodził mu z miny.
Rozejrzał się w koło, a tam pełno kwiatów,
Lecz także pełno, suchych, białych gnatów.
Zdziwił się Bartek, przeto ogromnie,
Skąd w tej krainie, zła krąży płomień?
Usiadł na łące, zastanawiał się chwile,
A wtem nagle przyleciały motyle.

Upiory odniosły elfa, do jego krainy,
A radosnego Bartka do Zielonej Doliny.
Tam nań czekała już nimfa Błękitka,
Co piękna jak słońce, a chuda jak nitka.
Ucałowała Bartka i wzięła Złotnika,
Poczęła śpiewać piękniej od słowika.
Jakiś czas później, następnego roku,
Przy świetle księżyca, przy gwieździstym zmroku,
Odbyła się zabawa, wielka i wesoła,
Mało kto tam radość swoją powstrzymać zdołał.
Były elfy z lasu, były i upiory,
Były i motyle oraz inne stwory.
Wszyscy bawili się razem, śmiejąc się wesoło,
Sławiąc dobroć Bartka wszędzie i w około.
A na koniec zaśpiewała przecudna Błękitka,
Co piękna jak nimfa, a chuda jak nitka.