wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Pacjent nr 491

- Proszę położyć się wygodnie na kanapie. Oj, tylko gdyby pan mógł odpiąć miecz, bo widzi pan, ta skóra jest dość delikatna...
PACJENT NR: 491 
     DATA: 5.2.2002 
     GODZ.: 18.30 
     SESJA NR: 11 
     - Proszę położyć się wygodnie na kanapie. Oj, tylko gdyby pan mógł odpiąć miecz, bo widzi pan, ta skóra jest dość delikatna... 
     - Naturalnie. 
     - Bardzo dobrze. Dzisiaj chciałbym z panem porozmawiać na temat stosunków damsko- męskich i ich roli w pańskim życiu. Bardzo proszę, żeby się pan odprężył i od razu zapytam: czy jest jakaś kobieta, która w pańskim życiu odgrywa szczególną rolę? 
     - W zasadzie nie... chociaż... tak, jednak tak. Tylko widzi pan, doktorze, ja chyba nigdy nie byłem pewien jaką. 
     - To znaczy? 
     - Niech pan posłucha. Zna pan moje życie z mediów. Wszyscy, na czele z Sapkowskim, przedstawiają mnie trochę jako zagubionego romantyka rozdartego wewnętrznie przez konieczność dokonywania wyborów i takie tam bzdety. A w zasadzie to gówno prawda. Ktoś ubzdurał sobie coś na mój temat i teraz nikt nie chce mnie traktować jak normalnego człowieka. No i niestety przeniosło się to na moją babę. Wie pan, ona trochę czaruje i od tego chyba coś się jej poprzestawiało w dyni. Niech pan sobie wyobrazi – nie widzimy się pół roku i nagle spotykamy się w jakiejś knajpie na totalnym zadupiu. Ona jest sama i ja jestem sam. I wie pan co? Trzymamy się za ręce i nic nie mówimy, patrzymy w kominek, a na drugi dzień każde z nas odjeżdża w swoją stronę. To chyba jest chore, nie? Zamiast wskoczyć w wyro i zapodać sobie trochę ostrej jazdy siedzimy i patrzymy w ten zasrany ogień. 
     - I pan tego nie akceptuje? 
     - Jezu – akceptuję, nie akceptuję... Mnie to po prostu najzwyczajniej wkurwia. Kobieta ma swoje lata, jest niebrzydka, warunki ma niezłe, a zachowuje się jak słuchająca Starego Dobrego Małżeństwa zakompleksiona studentka polonistyki. 
     - Więc niech mi pan powie, nazwałby pan ten układ między wami miłością? 
     - To znaczy, wie pan... Po stu wizytach w przydrożnych burdelach miło jest ją spotkać, nawet gdy to spotkanie ma taki przebieg, o jakim mówiłem. W końcu znamy się nie od dziś. Ale czy to jest miłość? Jeśli tak, to na pewno mniejsza niż ta, którą darzę mojego konia. 
     - A gdyby zaproponowała panu małżeństwo? 
     - Oj! To byłaby masakra. Wolę nawet o tym nie myśleć. Co ja bym jej powiedział? Że nie pasujemy do siebie? Że mam niebezpieczną pracę i nie chcę, żeby się o mnie martwiła? Nie, mam nadzieję, że nigdy się o to nie spyta, bo chyba by się rozczarowała. Wie pan, jeśli kiedyś się ożenię, to z kobietą, która umie ugotować, posprzątać, wyprać mi skarpetki i nie cierpi na przewlekły stan napięcia przedmiesiączkowego. Po za tym ona chyba wrzuca jakieś speedy, bo nieraz jest bardzo nadpobudliwa. 
     - Pan też używa narkotyków? 
     - Ale tylko jak idę do roboty. Pan wie, że ja mam taką pracę, że bez wspomagania to za długo bym nie popracował. Te pieprzone pokemony są coraz szybsze. Ale na urlopie na przykład, wyłącznie żłopię. 
     - O czym najczęściej rozmawiacie? 
     - O właśnie. Niech pan posłucha. My prawie w ogóle nie rozmawiamy jak normalni ludzie. Ona albo mi się wyżala, albo ma pretensje, albo jakieś poronione życzenia czy wymagania. Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek rozmawiali o pogodzie, muzyce albo sporcie. A czytał pan Sagę? 
     - Czytałem. 
     - No to chyba zwrócił pan uwagę jakie my tam mamy dialogi. Wyobraża pan sobie siebie w rozmowie z kobietą w stylu: ”Yen...” „Tak, Geralt?”. Niech pan sobie pomyśli o domu, w którym ludzie mówią do siebie: „Zośka...” „Tak, Zenonie?”. Czubowo, no nie? Pieprzenie potłuczonego... 
     - Kłócicie się? 
     - To wygląda trochę inaczej. Ja przy niej nie mogę zakląć, zapalić, urżnąć się, bo zaraz jest wielka obraza i fochy. Ja przy niej w ogóle nie jestem sobą. Muszę grać rolę taką, jaką przypisał mi Sapkowski. Po prostu przesrane. Zresztą przez tą całą Sagę zacząłem unikać nawet starych kumpli. Zaraz są uśmieszki i docinki w stylu „jak tam, stary, kłopoty sercowe?”, „pyknąłeś już tą magiczna lalę?” i tak dalej. Po prostu zaczynam mieć dość. 
     - A jak, według pana, będzie się dalej układało między wami? 
     - W sumie to nie myślałem o tym. Tak mi się teraz wydaje, że chyba jest mi to obojętne. Czasem mam chęć jej wszystko wygarnąć, ale wie pan, ona ma odpały i boję się że jeszcze mi zrobi coś bardzo wrednego. 
     - A co pan widzi, kiedy pan o niej myśli? 
     - Chyba te jej smutne, ciemne oczy, na tle pergaminowej, delikatnej twarzy. 
     - I co? 
     - I nic. Te oczy wyglądają jak krowie placki na świeżym śniegu.


copyright 2003-2019 brylka