Przejdź do treści

Serce matki

Druidki z Kręgu, wspólnoty zielarek i uzdrowicielek, trzymały się z dala od innych ludzi, ba, nawet od tzw. nieludzi i dziwożon z Brokilonu, ale w przeciwieństwie do driad nikomu nie odmawiały pomocy, niezależnie od tego, czy przyszłoby leczyć im elfa, krasnoluda czy przeciętnego przedstawiciela dominującej rasy ludzkiej.
– Visenna! Morgause! Caem a me!

* * *

* * *

Odciągnęła delikatnie powiekę rannego i puściła z głośnym westchnieniem. Miał identyczne oczy jak Vesemir, żółte jak siarka. Wynik mutacji.

* * *

Towarzyszka rekonwalescenta poza totalnym wyczerpaniem i kilkoma sińcami była zdrowa jak rydz. Znaleziono dla niej wygodne łóżko i zaaplikowano regenerujące eliksiry. Całą uwagę skupiono na wiedźminie, z którym sprawa przedstawiała się o wiele gorzej.

* * *

* * *

Chory spał. Visenna z pomocą Morgause jakoś pozszywała strzępy jelit w sensowną całość, odkaziła i obandażowała ranę, dała znieczulający wywar z kory wiśni. I oczywiście zaplikowała niebezpieczną mieszankę ziół. Wiedźmin nie mógł jeszcze sam pić, własnoręcznie uwarzony eliksir wkropliła mu do gardła przy użyciu kryształowej rurki.
Czekała na efekty kuracji. Tyle mogła zrobić.
Cudem udało się jej Gvalch’cę przekabacić i zmusić do odpoczynku, biedne dziecko pewnie drzemało u tamtej pieknej kobiety. Yen, czy jakoś tak.
Bardzo chcę ci pomóc, myślała spoglądając na ściągniętą bólem twarz wiedźmina o bliznach napełnionych kropelkami potu. Ale ty musisz pomóc mi. Walcz, chłopcze, walcz z tym. Chociaż tyle chcę uczynić przez pamięć o moim synu, który ani chybi zginął gdzieś zżarty przez mantikorę albo uduszony przez lamię, czy też inne paskudztwo. Jeżeli uda mi się cię uleczyć na tyle, byś bezpiecznie dotarł na Aevallon, może mój syn z zaświatów spojrzy łaskawiej na wyrodną matkę. Proszę, wiedźminie. Żyj!
Nadszedł moment, którego się obawiała – belladonna zaczęła działać i całe ciało mężczyzny sperlił pot. Ledwie nadążała z wycieraniem, a mokre szmatki, jakimi chłodziła mu czoło, szybko stawały się ciepłe. Święte kamienie ułożone w magiczny wzór dookoła ciała mętniały, co pozwalało sądzić, że odsysają negatywne fluidy i toksyny uchodzące wraz z potem. Niestety, temperatura ciała bardzo wzrosła i Visenna bała się, by odwodnienie nie zabiło słabego organizmu. Raz po raz aplikowała mężczyźnie wodę przez rurkę.

* * *

Promienista ułożyła obok noszy w łodzi wiedźmiński sihiil. Spojrzenie, jakie posłała Visennie, wyrażało uznanie i aprobatę.