wiedzmin.pl

miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś ty

Janeczka

Siedzący na niskiej ławeczce człowiek z białymi włosami opuścił głowę. Spojrzał na sękate i zniszczone dłonie, potem na dziobiącą ziarenka pod stopami kawkę o wdzięcznym imieniu Borch, a potem znowu na dłonie. Ledwie mogły teraz unieść parasol, a co dopiero mówić o słusznym mieczu.W ogóle niczego już nie mogły, ani one, ani inne części sprawnego kiedyś ciała, oprócz wykonania drżącego podpisu na licznych dokumentach. Najlepiej nadawały się do rozsypywania ziarenek i okruszków dla ptaków. W świecie, w którym nie było smoków, tylko pełno betonowych pudełek, asfaltowych jezdni i migających neonów, czuł się bardzo samotny. 
     Podniósł wzrok i poprawiając okulary przesylabizował kolejny raz napis złożony z mosiężnych liter. Y e n n e f e r. Był mimo wszystko bardzo zadowolony z faktu, że ze skromnej emerytury wystawił jej przyzwoity pomnik z piaskowca. Teraz dokonał kolejnej inwestycji i nieoceniony pan Stach zgodnie z zamówieniem i najwyższym kunsztem wykonał cudeńka tak zgrabnie układające się w jej imię. Żeby tylko nie ukradli, ech, taki teraz popyt na metale kolorowe. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie zabezpieczyć liter znakiem, ale uznał, że co ma być, to będzie. Najwyżej Pan Stasio uzupełni. Wstał i powoli wspierając się na lasce ruszył w kierunku wysokiej, kutej metalowej bramy. 

     * * * 

     Ach, witam, witam, kochany panie Gerardzie - Staroniowa pociągnęła go za rękaw z całą szczerą serdecznością. Wchodzić, szybko wchodzić, bo mi się ciasto przeziębi, to z agrestem, wie pan, no to, co pan je tak lubi - mówiła, popychając go korpulentnym ciałem w stronę salonu pełnego kryształowych salaterek i dzierganych serwetek. Zaraz herbatki panu zrobię - zakrzątnęła się w kuchni i po chwili wróciła niosąc na tacy dwie parujące szklanki. Przysiadła, popatrzyła chwileczkę w okno i jak zwykle bezbłędnie odgadła powód jego wizyty - Ile to już lat od śmierci pani Janeczki? - zapytała i ukradkiem otarła łzę. Yennefer nie protestowała, gdy Staroniowa po tym, jak przy wydatnej pomocy czarodziejki szczęśliwie przyszedł na świat kolejny wnuczek, zaczęła nazywać ją Janeczką. On też nie protestował, gdy został Gerardem. Uśmiechnął się w duchu. Vengerberg czy Rivia były już bardziej akceptowalne. Z reguły dało się wszystko wytłumaczyć szwedzkim albo norweskim, albo jakim kto chciał, byle zagranicznym, pochodzeniem. 
     Stasiu przyjdzie zaraz, poszedł z klientem, taki czarny marmur zamówił i teraz musi doglądać, żeby robotniki nie popsuli. A dziś co? - zainteresowała się nagle. Wazonik? Jakby z tego marmuru co zostało, to taki ładny i całkiem niedrogo może zrobić... Nie, nie - potrząsnął głową - ja dziś, bo... No, rodziny żadnej nie mam i o sobie czas pomyśleć. 
     Cóż pan - Staroniowa aż ręce załamała, pan przecież w sile wieku - zaryzykowała łagodne kłamstwo, gdzie tam o sobie...ale nie dokończyła, bo w tym momencie wszedł pan Stasio. Nauczona, żeby mężowi w interesach nie przeszkadzać, cichutko wymknęła się z pokoju. Jeszcze długo po tym, jak pan Gerard wyszedł, myślała o Janeczce i o wnukach i o tym, że może ta samotność tak Gerarda przybiła, boć przecież najwyżej na 65 lat wyglądał i niejednej by jeszcze dał radę. A ten jej Stach to nawet słowa nie powiedział, choć parę godzin tak siedzieli i jakieś gimnastyki wyprawiali gdy przez szparę zajrzała. Burknął tylko, żeby o nic nie pytała, bo nie na babski rozum to, a po domu chodził i chodził, ręce składał, słowa jakieś dziwne, obce pod wąsem mrucząc. 

     * * * 

     Staroniowa jak zwykle, gdy Stach ją zdenerwował, albo któreś z dzieci i wnucząt, szła sobie do Janeczki i Gerarda trochę popłakać i ponarzekać i zawsze jakoś lżej jej było, przy tym nie zapomniała płyty przetrzeć, liści uprzątnąć albo kwiatów zmienić w tym czarnym marmurowym wazonie, co to go Stasio już po śmierci Gerarda w prezencie tak pięknie wyrychtował i zamocował. Zuch był z jej chłopa. A i artysta w fachu. Zadowolona patrzyła na jego dzieła w dużej ilości wzniesione na tym właśnie cmentarzu i tylko za nic w świecie nie mogła pojąć, a przecież Stach technikum skończył i pisać umiał, czemu taki błąd zrobił i panu Gerardowi G e r a l t na płycie napisał. Jak go o to raz ośmieliła się zapytać, to tylko "bo tak" odpowiedział, ręką jakiś znak dziwny nad płytą uczynił i od głupich bab ją wyzwał.


copyright 2003-2020 brylka