Przejdź do treści

Piernik do wiatraka

Księżyc nad meczetem był idealnym okręgiem. Senność parowała wszędzie, a sułtanowi nie dawało spokoju pytanie, czy duszność wypełniająca go od środka przychodziła z księżycowej nocy za otwartym oknem, czy też od tej prześlicznej dziewczyny siedzącej na poduszkach jego łoża, dziewczyny, którą zaraz posiądzie, by potem…
PERSONS attempting to find a motive in this narrative will be prosecuted; persons attempting to find a moral in it will be banished; persons attempting to find a plot in it will be shot.

Mark Twain, ‘The Adventures of Huckelberry Finn’
_“Wycięto puszcze i mateczniki
Wymarły żubry i inne byki
Czyś z metropolii, czyś jest kmieć
Zanika płeć, zanika płeć…

Nie ma już mężczyzn, przegrali wyścig
zostali chłopcy i kulturyści
każdy się czuje jak zmięty śmieć:
zanika płeć, zanika płeć…

Włosy nam rosną, nasza obrona
utkwił nam we łbach kompleks Samsona
na brodach wątła kiełkuje szczeć
zanika płeć, zanika płeć…

By w przyyyyszłość dooostać wizę,
ćwiczę wciąż woookaaaliiiizę…

Trudno, wypadło mi czasów dożyć
inwazji seksu na mą niekorzyść
każdy chce przecież coś z życia mieć:
mniejsza o płeć, mniejsza o płeć…“_

Jonasz Kofta, ’ Zanika płeć’

Księżyc nad meczetem był idealnym okręgiem. Senność parowała wszędzie, a sułtanowi nie dawało spokoju pytanie, czy duszność wypełniająca go od środka przychodziła z księżycowej nocy za otwartym oknem, czy też od tej prześlicznej dziewczyny siedzącej na poduszkach jego łoża, dziewczyny, którą zaraz posiądzie, by potem…
Odwrócił się od okna. Wypuścił powietrze z płuc i pokonując duszność zbliżył się do dziewczyny. Przykra, spowijająca jego płuca skorupa pękła, gdy wymówił jej imię.

***

Impotencja, niemoc płciowa, często spotykane u mężczyzn zaburzenie seksualne (niepełne wzwody, brak wzwodu, zaburzenia erekcji, zanik lub osłabienie reaktywności seksualnej). Z badań amerykańskich wynika, że dotyczy 5% 40-latków, 10% 60-latków, 20% 70-latków. Przyczyny impotencji: 1) czynniki psychogenne (np. lęki, depresje, zaburzone relacje między partnerami); 2) czynniki neurogenne (np. urazy kręgosłupa, dyskopatie, cukrzyca, uzależnienie od alkoholu, stany pooperacyjne w obrębie miednicy, choroby neurologiczne); 3) czynniki hormonalne (np. obniżone stężenie testosteronu, podwyższone stężenie prolaktyny); 4) czynniki krążeniowe (np. nadciśnienie, palenie, cukrzyca, zmiany w naczyniach członka); 5) leki (np. psychotropowe, przeciwnadciśnieniowe).

***

Ależ sułtanie… nic to… naprawdę nic się nie stało… zdarza się nawet najlepszym… nie ma powodu, by się przejmować…

***

‘I smutek zapanował na ziemiach sułtana, i ptaki śpiewać przestały, trawa sczerniała, ryby w rzekach do góry brzuchami wypłynęły, niebo zaś żałobne chmury pokryły i słońce za nimi schowało się zatroskane. I modły były za sułtana do Allacha wznoszone, lecz niemoc, która ogarnęła władcę naszego, ten demon przebrzydły, który przez tysiąc nocy nie dał mu poczuć się… władczo, podstępnym i nieugiętym był niczym kobieta. Raz ucapiwszy, ofiary swej łatwo odpuścić nie chciał. O szatanie wstrętny! Zmoro senna! Czego jeszcze chcesz od naszego władcy umiłowanego? Któż zdolen będzie Cię przegnać tam, skąd gadzino przybyłaś…?’

***

***

‘I rozesłał sułtan wysłanników swych do krajów owych dzikich, a odległych. I przybył wysłannik pierwszy do Germanii i Niemca prawdziwego szukać począł. A gdy już znalazł go, obiecał mu dużo pieniędzy, bo to uporządkowana nacja jest i liczyć dużo musi.
I znalazł wysłannik drugi Ruska prawdziwego i obiecał mu dużo wody ognistej, bo to kochająca życie i rozrywkowa nacja jest i pić dużo musi.
I znalazł wysłannik trzeci Polaka najprawdziwszego i obiecał mu, że Balcerowicz odejdzie. A że Polak najprawdziwszy targować się umiał, dorzucić musiał wysłannik jeszcze cła zaporowe na importowane produkty rolne i karnety do solarium. Dużo karnetów do solarium. Wyruszyła tedy w drogę kompania ta dzielna a dziwaczna, w drogę długą, krętą, niebezpieczeństwami najeżoną. A droga ta za swój koniec piekło miała. I trawa pod ich stopami odżywała, kwiaty rozkwitały radośnie, a ptactwo wszelakie serenady najsłodsze poczęło wznosić Spytacie, czytelnicy najcnotliwsi, gdzie też piekło owo niesławne się znajduje? Otóż…’

***

…tego nasi rycerze najnobliwsi niestety również nie wiedzieli.
Włóczyli się zatem rok jeden i drugi, rok trzeci włóczyli się niezłomnie, gdy ten zaś końca swego dobiegał, zwątpienie wstąpiło w serca bohaterów naszych. Jednak nie ustali w queście swym świętym, honor mężczyzn przecie stawką był w tej historii. W tułaczce swej męczącej - jak to rycerze na queście - pomagali dziewicom uwięzionym w ponurych zamczyskach, samotnym żonom i tak dalej. W zasadzie to nie przebierali i pomagali wszystkim białogłowom jak leci. Tacy byli z nich rycerze, panie i panowie miłościwi. Cóż z tego jednak, zapytacie, ile lasek można zali… azaliż ilu białogłowom można pomóc w potrzebie bez zbliżenia się nawet na cal do destynacji najświętszej? Ileż nocy smutkiem przepełnionych błąkać się można pod księżycem smętnym bez nadziei na trop najmniejszy?
Jednak nie byli bici w ciemię śmiałkowie nasi. Posłuchajmy więc, co też wtenczas wymyślili.

***

No to dupa blada - westchnął Polak - wszyscy, którzy nas do diabła wysyłali, nawet ten gość, cośmy mu konie ukradli, kiepskimi coś przewodnikami byli.

***

Ukazała się nagle za najbliższym zakrętem, jak sen jaki złoty. Niewielka, prostokątna, ze sporawym czerwonym szyldem umocowanym przy nasadzie spiczastego, drewnianego dachu.

***

Złowróżbne podejrzenia Polaka miały się spełnić szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Knajpa była pełna! Zatłoczona istną ciżbą typków każdej chyba maści i autoramentu. Cóż za tragiczny zwrot akcji, jakaż perfidna infortunencja…
Jedyny wolny stolik, do którego się chcąc nie chcąc przysiedli, tak po prawdzie nie był całkowicie wolny. Okupował go bowiem przedziwny osobnik: oczy miał zupełnie z innej bajki, o tęczówkach czarnych, co chwilę też zmieniających swą barwę, lewa na niebieską, prawa zaś na różową tudzież pomarańczową.
Odzian był modą cockneyowską: czarne, skórzane bryczesy, tegoż koloru pantofle, a do tego kraciasta czerwono-czarna marynarka z wełny i czerwona dżokejka figlarnie przekrzywiona na jego głowie. Jakby tego było mało, używając młodzieżowego slangu, nawalony był jak dwie stodoły. Co najmniej. Krótko mówiąc: nie dziwota to, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał się doń przysiąść. Desperacja jednak matką jest potrzeby, czy jakoś tak, nasi śmiałkowie bowiem z pewną nieśmiałością dosiedli się do dziwacznego osobnika nawet nie spodziewając się, że za chwilę czeka ich moment największej próby…

***

Za chwilę, już za moment, za minutkę niecałą dosłownie… w godzinę największej czytelności czeka państwa HIT TYGODNIA. Proszę się rozsiąść wygodnie w fotelach, może w końcu będzie wiadomo, o co tu w ogóle chodzi. Ta godzina nadeszła… HIT TYGODNIA już tu jest… na specjalne zaproszenie tygodnika ‘Kobieta i Życie’… przed państwem, najzupełniej exclusively, sam autor, za przeproszeniem, anterion sprawi, że choć przez chwilę to, co naskrobał, będzie czytelne…
Kobieta i Życie: W imieniu całej redakcji chciałam na początku powiedzieć, że żałuję, że skorzystałeś z zaproszenia. Jest nadzieja, że może choć oszczędzisz nam swojej obecności na stronie sapkowski.pl?
Anterion: Nikła.
KiŻ: Skoro już musisz, to powiedz nam, jak się zaczęła Twoja przygoda z piórem. Jak to się stało, że ktoś z takim zajobem został dopuszczony do klawiatury?
A: Rodzice chcieli mieć trochę spokoju. Non stop obgryzałem buty w przedpokoju i lubiłem tak rozpędzać się przy drzwiach, łapiesz o co chodzi, żeby na ścianie koło łazienki powstało wgłębienie od mojej głowy.
KiŻ: Ciekawe.
A: Bardzo.
KiŻ: To fajnie. Ale wciąż nie widzę związku.
A: No, kupili mi kompa i teraz mogę zostawiać wgłębienia w umysłach wszystkich czytelników. Wydoroślałem.
KiŻ: Tak, to nawet widać.
A: Zwłaszcza po lewym profilu, nie?
KiŻ: Nie o lewym profilu jednak rozmawiać tu mieliśmy. Opowiedz nam coś o swoim najnowszym opku… Krytycy mają wielki dylemat czy przypisać go tradycji czysto fanfikowej, satyrycznej czy metafizyczno-egzystencjalnej…
A: To tak samo jak ja. Ale z drugiej strony… to, co teraz powiem, będzie wielgachnym spoilerem. W gruncie rzeczy bowiem rozwiązanie jest dziecinnie proste. Otóż chodzi tu o…
[tutaj niestety fragment zapisu z chata został utracony]
KiŻ: No, coś takiego… Ja dziękuję! Zupełnie się nie spodziewałam po panu takiej głębi, takiego geniuszu… Toż to nawet Joyce’a deklasuje. Czy zgodzisz się, mój geniuszu, przyjąć w dowód naszej admiracji ten oto honorowy klucz do kobiety i życia?
A: Do kobiety wystarczy.
KiŻ: Kłaniam się do podłogi, mistrzu, i ufam, że niedługo znów zaszczyci pan nasze internetowe progi…
A: Taaa.

***

Zalany w trupa osobnik oderwał nagle głowę od stołu. Groteskowo spiczasta bródka najeżyła się jak ogon przestraszonego kota. Oko niebieskie wbiło się w Polaka, różowe zaś zezem rozbieżnym odszukało Ruska.

***

KOMENTARZ ODAUTORSKI: Ostatni akapit to świadectwo najwyższej kategorii poczucia humoru: auto-ironii. Zapamiętaj, czytelniku! Wśród żyjących mistrzów pióra nie ma drugiego, który dorównałby anterionowi i w tej dziedzinie. Przeczytaj ten akapit jeszcze pięć razy, w tym raz od tyłu - dla pewności czy nie ma tam ukrytych satanistycznych treści. Kiedy skończysz:

  1. Wyszukaj wszystkie odniesienia biblijne. 2) Znajdź przykłady prowadzenia przez autora dialogu z twórcami egzystencjalizmu (zwłaszcza A. Camus). 3) Czy autor stosuje w swej prozie technikę stream of consciousness? W którym momencie? 4) Jakie jest przesłanie tego utworu? 5) Wymień pięć powodów, dla których anterion jest w hierarchii drugi zaraz po Bogu (dla niewierzących pierwszy). 6) Wymień dziesięć powodów, dla których anterion jest lepszy niż piwo.

***

***

KOMENTARZ ODAUTORSKI: Nieoczekiwana wolta! A zatem wcale nie chodziło tu o autoironię. To świadectwo poczucia humoru jeszcze wyższego, niewyobrażalnego wprost rzędu.

***

***

‘I upłynęło więcej czasu naszym śmiałkom w towarzystwie tak zacnym, i posiedzieliby dłużej nawet, ale kolec obowiązku począł ich drażnić i do działania naglić. I rzekł Niemiec do towarzyszy swych:’

***

***

…Kaer Morhen? Wiedźmińskie siedliszcze, tak? - Polak wskazał palcem rozwalony bombą bunkier - myślisz, że ktoś mógłby tam żyć?

***

‘I w chwili tej niebezpiecznej, gdy śmiałkowie nasi niezłomni na śmierć się już podłą gotowali, dobry Bóg zesłał im wybawienie, tak bowiem szczerze się doń modlili…’

***

***

***

‘I dali odpocząć swym kościom strudzonym rycerze nasi nobliwi, i zahulali ździebko w domu uciech, i co się napili to też ich było. I jeszcze więcej zahulali, jeszcze więcej podjedli sobie, winem i miodem pitnym suto zakrapiając. Tymczasem jednak czas płynął nieubłaganie, sułtan nasz najcnotliwszy darmo wypatrywał odsieczy przez swe zabytkowe okno. Bohaterowie nasi zapomnieli bowiem o misji swej najświętszej wśród zbytków i uciech cielesnych, serce ich przeżarło wszechobecne zepsucie i rozpasanie. Czyżby na podobieństwo Odysa pod urokiem nimfy podstępnej byli?’

***

***

‘I niebo przeszyła błyskawica potworna. I huknęło, aż ziemia zatrzęsła się w swych posadach. I rozległ się głos straszny do rozpustników dwóch…’

***

DO ROBOTY, LENIE! MISJA CZEKA!!

***

***

‘I wyruszyli… trójka śmiałków nie znała strachu ni wątpliwości, gdy podążała ku otchłaniom piekielnym prowadzona tragicznymi, a przez to nieomylnymi wspomnieniami Geraltyny. Panie cnotliwe i wy, panowie szlachetni, posłuchajcie opowieści jak to bohaterowie questu zstąpili do Inferna, by mierzyć się ze Złem Absolutnym…’

***

Skapitulowali. Po prostu odpłynęły z nich wszystkie siły życiowe. Nie dali rady: nie wiedzieli, na co się porywają. Po przejściu kręgu prawników, akwizytorów, Urzędu Skarbowego, po kręgu twórców fanfików, adminów, nauczycieli matematyki, fizyki i hip-hopowców… stanęli w końcu przed kręgiem dziewiątym, tym ostatecznym. Siedzieli zmarnowani, z wywieszonymi ozorami, zmęczeni natrętnym utyskiwaniem Geraltyny, której złamał się jeden obcas i makijaż zaczynał płynąć od braku klimatyzacji. Siedzieli więc i patrzyli ponuro na krąg dziewiąty: siedzibę feministek.
Obserwowali ich próby demonstracji i strajków głodowych. Ćwiczenia strzeleckie na manekinach w kształcie Hemingwaya, Nicholsona i innych czołowych szowinistów naszej planety. Widzieli wszechobecne wibratory, szmatławe gazetki ścienne z artykułami opiewającymi zwycięskie procesy kobiet, nie zostawiających swoich mężom nawet koszuli na grzbiecie. Obserwowali piekło w najstraszniejszej postaci. Spodziewali się tylko bulgoczących kotłów ze smołą, i czartów z widłami, dźgających z rzadka niesfornych grzeszników próbujących ucieczki z tychże kotłów. Ale to… przechodziło ich pojęcie, odbierało pewność siebie, w zamian dając tylko drżące jak galareta kolana. Właśnie w tejże chwili tragicznej, niczym pirania wyczuwająca krew, niczym sęp wietrzący padlinę, niczym drapieżnik widzący słabość swej ofiary… znalazła ich Yennefer.

***

KOMENTARZ ODAUTORSKI: tym z was, którzy spodziewali się odnaleźć w tym tekście subtelną, alegoryczną przypowieść z wyrafinowaniem pobrzmiewającą aluzjami do poszukiwań św. Graala, radzę w tej chwili przerwać lekturę. Bezczelnie zawiodłem wasze zaufanie. Tak… wyszło szydło z worka: dalej odnajdziecie już tylko niczym nie skrępowany podły paszkwil na płeć piękną, najeżony niewybrednymi żartami, opisami i dygresjami godzącymi w samą esencję kobiecości. Paszkwil - trzeba to powiedzieć - w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiony dramaturgicznie, a napisany tylko ku stymulacji chorej wyobraźni autora. Ostrzegłszy was lojalnie, nie mam jakichkolwiek złudzeń co do tego, czy mnie posłuchacie. Z tym większą, bowiem, pełną samouwielbienia przyjemnością zapraszam państwa do dalszej lektury.

***

***

KOMENTARZ ODAUTORSKI: Jeśli wciąż macie wątpliwości co do tego, że czytacie perfidny paszkwil: proszę, oto poprawiona wersja tego opisu—
’ Zza wspomnianego nochala, poprzez odór całe wieki niemytego ciała, spoglądała na nich jaszczurka. Jaszczurka miała zwinny, różowy język, którego chwile używała do łapania co większych much. Mordka jaszczurki, jakby akcentująca oślizgłe życie swej właścicielki, w dziwny sposób współgrała z nagą szyją sępa i tułowiem hieny, co zresztą odbijało się też w tonie głosu feministki: skrzekliwym, protestującym, chybotliwie balansującym na granicy rozpaczy i śmiechu. To chodzące zaprzeczenie darwinizmu wyróżniała jedna jeszcze porażająca cecha. Yennefer była… obojnakiem. Nie, tego już było za wiele… Nowy diabeł, który był kobietą, która była feministką, był… obojnakiem. Nie było co do tego jakichkolwiek wątpliwości. Wystarczało spojrzeć trochę niżej, na imponujący, monumentalny wręcz falliczny kształt zniewalająco celujący w potencjalnego przeciwnika…’

***

Którejkolwiek wersji ekspozycji czarnego charakteru nie uznalibyśmy za bliższej prawdy, jedno wszak pozostawało faktem niepodważalnym…

***

KOMENTARZ ODAUTORSKI (tak jest, znooowu): trzy gwiazdki powyżej, jak i ten komentarz nie wnoszą niczego do jakości narracji, a służą jedynie wywoływaniu irytacji czytelników, a zwłaszcza czytelniczek, bo te są bardziej podatne na denerwujące i bezsensowne impulsy. Ale my tu gadu-gadu…

***

***

Sułtan Szachrijar jęknął przez sen. A potem się obudził i był Allachowi wdzięczny za tę pobudkę. Uśmiechnął się. Jakież przedziwne sny miewał ostatnio! Co prawda ten był już lekkim przegięciem. On - impotentem? Wolne żarty… I ta kobieta-diabeł z jej feministyczną krucjatą…
Po tym wszystkim mam przemożną ochotę zaszaleć, pomyślał. Balety: tego właśnie mi teraz trzeba. Zaraz poślę po te dwie nowe Greczynki sprowadzone wczoraj do mojego Haremu nr 13. I kto to mówił, że to pechowa cyfra? - uśmiechnął się sam do siebie.
Szeherezada jest naprawdę niezła, ale co trzy dziewczyny to nie jedna… To, i wino, dużo wina.
Kolejny dzień zapowiadał się wspaniale…
THE END

***

KOMENTARZ ODAUTORSKI: Bleeeeeeeeee…! Kolejny fanfik, w którym okazuje się, że większość fabuły była snem? Tego by było za wiele. Chyba nie podejrzewaliście mnie o takie tanie chwyty? Nie, to by było za proste. Mimo tej jakże miłej szowinistycznej nutki… NIE TĘDY DROGA. Powiedzmy, że cały ten fanfik tak się ma do waszych wyobrażeń o nim jak… piernik do wiatraka.

***

…i wtedy, kumasz, gdy już wszyscy czytelnicy pomyśleli, że to naprawdę koniec, anterion im na to: KOMENTARZ ODAUTORSKI! - Allach wprost nie posiadał się z radości. Jehowa też poryczał się ze śmiechu. O naprawdę śmieszny żart tak dziś przecie trudno…

***

Anterion jęknął przez sen. A potem się obudził i był Allachowi wdzięczny za tę pobudkę. Uśmiechnął się. Jakież przedziwne sny miewał ostatnio! “Miewał”? Niezupełnie. Powiedzmy, że literatura zawsze miała na anteriona (?) przemożny wpływ. Tak wielki, że w głowie się nie mieści… nawet jeśli chodziło o coś, co sam (?) napisał (?).
Komputer został włączony niemal automatycznym gestem, szum wiatraczka zadziałał prawie jak kofeina. Trza skończyć w końcu ‘Ostatnich tysiąc nocy’. Pokazać wstrętnym szowinistycznym facetom na przykładzie sułtana gdzie ich miejsce.
Anterionicja uśmiechnęła się do siebie. ‘Wspaniale jest być kobietą. Po prostu wspaniale’.